Zawsze szanowaliśmy Sinisę…

Zawsze szanowaliśmy Sinisę Mihajlovicia, ale po przeczytaniu jego wspomnień wojennych, dochodzimy do wniosku, że jest to niesamowity człowiek. Poniżej jego wspomnienia z czasów wojennych. SM jako piłkarz Crvenej Zvezdy ukrywał w swoim mieszkaniu ludzi zagrożonych śmiercią, uratował wuja Ivana (Chorwata), który kilka miesięcy wcześniej chciał zabić mu ojca (Serba). Wyciągał pomocną dłoń do wszystkich. Ten tekst to wielki przykład człowieczeństwa w najtrudniejszych czasach.

„Ty gów*y Serbie! Z dnia na dzień Sinisa Mihajlović, pomocnik Crvenej Zvezdy (tak, grał wtedy w drugiej linii), został człowiekiem z góa. Vinko, jego kumpel z ławki szkolnej, zatrudniony na stacji benzynowej, gdzie znajdowały się także bar i myjnia, zaczął go tak nazywać. Z pogardą. Z przemocą werbalną. Z niezrozumiałą furią. Prawie odmówił mu podania drinka. Była wiosna 1991 roku.

– Sinisa, spieprzaj stąd.
– O co ci kur***a chodzi, Vinko?
– Pij i wyjazd. Nie chcę gów*****ch Serbów w moim lokalu.

To nie był normalny poniedziałek.

Sinisa rozpoczął swoją karierę w Nowym Sadzie. Całe dzieciństwo mieszkał w Borovo, niewielkiej miejscowości znajdującej się obecnie w granicach Chorwacji. Nawet kiedy przeprowadził się do Belgradu, nie zapomniał o korzeniach. Często odwiedzał rodziców. Zawsze też wpadał do Vinko na drinka. Vinko był jego najlepszym przyjacielem.

Kiedy wydarzyła się ta scena w barze, Jugosławia jeszcze istniała, ale bardziej w teorii niż praktyce. Od śmierci Josipa Broza Tito minęło ponad 10 lat. Kraj przypominał układankę z uszkodzonych puzzli. Głowę zaczął podnosić demon nacjonalizmu.

Latem Sinisa wyjechał na wakacje. Wybrał Ibizę. Zachwycony hiszpańską wyspą, postanowił zadzwonić i podzielić się wrażeniami z mamą. Wykręcił numer i usłyszał zakłócenia po drugiej stronie.

– Mamo, przycisz radio, słabo cię słyszę. Co to za hałas?
– To nie radio, strzelają.
– Jak to strzelają?
– Zaczęła się wojna. Strzelają za naszym domem.

Mihajlović włączył telewizję. Wybrał kanał informacyjny. Zobaczył przerażające obrazy. W jego okolicy zamordowano dwunastu chorwackich policjantów. Borovo, w którym mieszkał, było przede wszystkim miastem chorwackim. Jego mama miała chorwackie korzenie. Ojciec był Serbem z krwi i kości. Tak to wówczas działało. Takie małżeństwa były standardem i nikomu to nie przeszkadzało.

Pierwszą myślą młodego Sinisy było: jechać tam i zabrać rodziców w bezpieczne miejsce. Przekonywał ojca do ewakuacji, ale ten twierdził, że nie będzie się wyprowadzał, bo przez całe życie nikomu nie zrobił nic złego.

Ojciec zrozumiał, że wiele się zmieniło, kiedy Pipe (mój przyjaciel z dzieciństwa) przyszedł do naszego domu z bronią i powiedział, że musimy wyp******ć. Następnego dnia wszedł do domu z bronią, przeszedł do mojego pokoju i zaczął strzelać. W kilka sekund zrobił demolkę. Powiedział: jeśli jutro tu będziecie, pozabijam was wszystkich.

Sinisa wrócił do Belgradu. Po kilku treningach pojechał do rodzinnej miejscowości. Odwiedził wujka, z którym przeprowadził najbardziej absurdalną rozmowę w życiu.

– Twoja matka nie powinna uciekać. Powinna zostać, by ludzie wykończyli twojego ojca.
– Słucham?
– Tak, sam chętnie zabiłbym tego serbskiego śmiecia.

Co za obłęd. Wujek nigdy nie kłócił się z tatą. Żyli 100 metrów od siebie. Zawsze się kochali.

29 maja 1991 roku Crvena Zvezda wygrała Puchar Europy. Wszyscy piłkarze mistrzowskiej drużyny mieszkali w Belgradzie. Ich adresy były jawne. Sinisa przez wiele miesięcy ukrywał członków swojej rodziny, przychodzili też nieznajomi, uciekający przed zemstą, niechybną śmiercią, nienawiścią sąsiadów. Sytuacja była absurdalna. Do drzwi pukał fan Crvenej, Sinisa otwierał, przygarniał go i karmił. Bywały dni, w których w mieszkaniu znajdowało się trzydzieści osób.

Pewnego dnia do Sinisy zadzwonił Željko Ražnatović, „Arkan”, szef ultrasów Crvenej. To było tuż przed meczem ligowym. Mihajlović dzielił pokój z Dejanem Saviceviciem.

– Sinisa mamy tu jednego gościa, który twierdzi, że jest twoim wujkiem. To Chorwat.
– Jak ma na imię?
– Nie wiem, dopytam. Przywiozę go do ciebie, jeśli nas okłamuje to wiesz, co z nim zrobimy.

Po trzech dniach spotkałem tego człowieka, odebrałem go w lodziarni nieopodal stadionu Marakana. Tak to był mój wuj. Ten sam, który jakiś czas wcześniej chciał mordować mojego ojca. Miałem 21 lat, to wszystko było dla mnie za mocne. Czułem się udręczony. Mogłem w jednej chwili zadecydować o jego śmierci, ale nie byłem jak oni. Nie byłem bestią.

Po latach dowiedziałem się, że mój wuj Ivan był zbrodniarzem wojennym. Robił straszne rzeczy, najstraszniejsze, jakie sobie może wyobrazić człowiek.

Choć ojciec protestował, groził, że zabije Ivana, wuja Sinisy, to Mihajlović przygarnął go do domu. Przez dwa miesiące ukrywał, karmił, zapewniał opiekę.

Czas wyjaśnień nastąpił kilka lat później. 9 października 1999 roku Chorwacja rozegrała mecz z Jugosławią, ale tak naprawdę była to drużyna Serbii. Do hotelu, w którym mieszkał Sinisa, przyszedł Pipe. Ten sam człowiek, który z pistoletem pod pachą przyszedł do domu Mihajloviców i zdemolował jego pokój.

– Sinisa, wiesz, że to zrobiłem?
– Tak, tyle lat zastanawiałem się dlaczego?
– Musiałem, inaczej by mnie zabili. Musiałem pokazać, że jestem prawdziwym Chorwatem. Twoi rodzice mnie nie posłuchali za pierwszym razem, więc poszedłem z pistoletem. Później twój dom został doszczętnie zbombardowany. Ja miałem iść i ich zabić, zrobiłem demolkę, żeby myśleli, że naprawdę to zrobiłem. Zniszczyłem dom, ale oni ocaleli.

Dzięki, Pipe.”

Kiedy Sinisa w 1992 roku wylądował w Rzymie (podpisał umowę z Romą), ludzie odbierali go jak mordercę, bo w zachodniej Europie uważano, że wszyscy Serbowie to zbrodniarze.

Mihajlović mówi: na wojnie nie ma zwycięzców. Ludność cywilna zawsze jest ofiarą.

Wuj Ivan, zbrodniarz, nigdy nie podziękował mu za uratowanie życia.

Źródło: 2AngryMen: Święcicki & Kapica

#historia #pilkanozna #jugoslawia #serbia #chorwacja #balkany #milan