Cześć! Witajcie po dłuższej…

Cześć! Witajcie po dłuższej przerwie. Bardzo dużo się u mnie dzieje, skompletowałem już prawie cały sprzęt audio-video do mojego wyjazdu po polskich wioskach na świecie, na dniach zacznę oswajać się z kamerą, myślę, że nakręcę dla Was jakiś krótki filmik i wrzucę go z prośbą o merytoryczną krytykę. Przypominam, że na wyjeździe będę kręcić vloga, a po powrocie z każdej wioski będzie mega obszerny reportaż. Mój tag: #podrozemateoaka

Ponadto dzisiaj odebrałem dodruk mojej książki podróżniczej, kto chętny, zapraszam do zakupów – po wpisaniu kodu „tylkomirko” wysyłkę masz gratis i płacisz jedynie za książkę – 49.99zł – tu kupisz książkę.

No to lecimy, dzisiaj będzie o Polonii w Brazylii. Łapię już kontakty, czytam książki, nie mogę się doczekać wyjazdu (prawdopodobnie wyjadę w pierwszym kwartale przyszłego roku).

#gruparatowaniapoziomu #historia #podrozemateoaka #podroze #podrozujzwykopem

Przed wiekami Polacy dołożyli swoją malutką cegiełkę do odkrywania nieznanego lądu. Na pierwszych statkach udających się w podróż do Ameryki Południowej można znaleźć na liście załogi polskie nazwiska, zazwyczaj trochę poprzekręcane lub zlatynizowane, jak Stanislaus zamiast Stanisława czy Jarzeki zamiast Jarecki.

Pierwszym Polakiem, o którym wiemy na pewno, że brał udział w odkrywaniu Ameryki, był urodzony około 1450 roku Gaspar da Gama, Polski Żyd, który wraz z rodziną opuścił Polskę i mieszkał m.in. w Palestynie, Egipcie i Indiach, do czasu, kiedy został w indyjskim Goa złapany przez Vasco da Gamę i zmuszony do przejścia na katolicyzm. Jako obieżyświat posiadający rozległe znajomości i znający doskonale znaczną część znanego świata, był niezwykle przydatny portugalskim żeglarzom. Potencjał ten widział też sam Vasco da Gama, który został prawdopodobnie jego ojcem chrzestnym i podarował mu swoje nazwisko. Gaspar da Gama aktywnie pomagał Portugalczykom w podróżach do Indii, aż w końcu, 9 marca 1500 roku, sam wziął udział w wyprawie Pedro Alvareza Cabrala do Indii. Podczas podróży, z nieznanych przyczyn statki bardzo mocno zniosło i marynarze płynęli przed siebie. 22 kwietnia dopłynęli, jako pierwsi, do Brazylii. W ten oto sposób symbolicznie rozpoczęła się niesamowita historia Polaków w Brazylii, gdzie w chwili obecnej znajduje się największe (po USA i Niemczech) skupisko Polaków zagranicą (około 1,5-3 mln osób).

W przeciwieństwie do Gaspara da Gama i wieków XVII i XVIII, kiedy do Ameryki trafiali wyłącznie pojedynczy Polacy, prawdziwy boom na kontynent miał miejsce w XIX wieku. Miało to przede wszystkim powody polityczne. Pierwszą falą byli wojskowi, uczestnicy wojen napoleońskich, rozczarowani i przekonani, że napoleonowi nie chodziło o odzyskanie przez Polskę niepodległości (polecam swoje poprzednie wpisy). Drugą falą byli uchodźcy z polski po upadku powstania listopadowego, a trzecią – uczestnicy powstania styczniowego. Bardzo duży wpływ na emigracyjne fale miała również sytuacja gospodarcza, przez którą nawet chłopi rozważali i popełnili emigrację. Inną, niesamowitą grupą byli żołnierze, którzy walczyli w powstaniach na kontynencie amerykańskim, m.in. u boku Mirandy, Bolivara czy Rodrigueza, tworząc w Ameryce Południowej legendę polskiego, dzielnego wojaka.

Po upadku powstania styczniowego (1864) coraz większa ilość Polaków zaczęła myśleć o podróży do nowego świata. Skąd w ogóle wziął się taki pomysł? Z powodu władz brazylijskich i działających tam Polaków. Brazylia bardzo chciała zaludnić najżyźniejsze na kontynencie, południowe, niezamieszkałe tereny kraju, ale nie miała do tego ludzi. Już wtedy Polak miał przypiętą łatkę dobrego rolnika. Rozpoczęło się lobbowanie władz przez mieszkających w Brazylii pojedynczych Polaków. Po wielu latach przejść i awantur (na imigrację Polaków nie godzili się mieszkający osadnicy niemieccy) rząd Brazylijski zgodził się na napływ ludności polskiej i zakładanie na terenach Brazylii polskich osad. Zadeklarował się również, że każda rodzina otrzyma ziemię oraz częściowy zwrot kosztów za podróż (w większości przypadków obietnice zwrotu kosztów nie zostały spełnione).

1871 roku do wybrzeża Brazylii dopłynął statek z 32 rodzinami ze Śląska. Otrzymały ziemię i zgodę na założenie Polskiej osady (pod miastem Kurytyba). Osadnicy w samych superlatywach rozpisywali się o tym w listach do bliskich w Polsce, o sprawie szybko zrobiło się głośno. W kraju nastąpił prawdziwy boom na wyjazd do Brazylii. Niedługo później dopłynął tutaj statek z 750 rodzinami z Tarnowa i okolic, a chwilę później 64 rodziny z Opolszczyzny. Z bardzo skąpych danych statystycznych tamtych czasów wiemy, że do 1889 roku do Brazylii przypłynęło 8000 Polaków. Pojęcie „gorączki brazylijskiej” było powszechnie znane na polskich terenach.

Polacy przypływali jeszcze przez dziesięciolecia, zakładając osady na obrzeżach miasta Kurytyba. Dzisiaj większość dzielnic podmiejskich wywodzi się właśnie z polskich osad. W mieście żyje do 300 000 tysięcy osób polskiego pochodzenia. Niedaleko centrum miasta jest park polskiej imigracji z zachowaną oryginalną zabudową pierwszych polskich imigrantów (zobacz zdjęcie), a w samym centrum można spotkać budki z fast-foodem – nie tam żadnymi hot-dogami, tylko z pierogami ( ͡° ͜ʖ ͡°)