„303. Bitwa o…

„303. Bitwa o Anglię” – twórcom tego „dzieła” należy się 100 lat stryczka za bezczelne wysranie się na stuletni dorobek kinematografii… (-‸ლ)

(Tak, to ten film z młodym Gibsonem, Rheonem i Dorocińskim).

Zobaczysz sceny walk powietrznych z tego filmu, to docenisz War Thundera. Scena, w której Zumbach wykonanym ze sklejki i płótna Hurricane’em taranuje skutecznie (i bez szwanku dla swojej maszyny) metalowego Bf109 jest tylko jedną z kilku najbardziej niedorzecznych scen w tym „filmie”. Dodać należy, że owego wyczynu dokonuje dwa razy. Trudno to nazwać nawet filmem. To raczej zestawienie że sobą szeregu dość luźno powiązanych ze sobą scen. Nie ma tutaj czegoś takiego jak główna oś fabuły, czy nawet wątki poboczne. Wątki często zaczynają się i kończą w ciągu kilku minut. Jak nie znasz historii 303. te sceny nic ci nie powiedzą, jeśli znasz historię – zapłaczesz nad gwałtem, jakiego na niej dokonano. Z całego filmu dowiesz się tylko tyle, że Polacy walą wódę z gwinta i wszystkich piorą po mordach, latają na kacu, a pewna Angielka ochoczo grzmoci się z każdym napotkanym pilotem. Cały film wygląda, jakby ktoś wziął dotację z UE i do wykonania zadania zatrudnił ludzi za wpis do portfolio. MASAKRA.

#film #historia #dramat #heheszki #recenzja #kino #kinematografia #drugawojnaswiatowa #wojsko #lotnictwo