Był wieczór 27 maja 1971…

Był wieczór 27 maja 1971 roku. W liczącym około 20 tysięcy mieszkańców miasteczku Radevormwald mieszczącym się na południowy wschód od Wuppertalu zapadł już zmierzch – wielu mieszkańców szykowało się już powoli do snu. Również w remizie ochotniczej straży pożarnej nie działo się wiele. Spokój wieczora zburzył jednak dzwonek telefonu alarmowego. Dzwoniący mężczyzna przedstawił się jako dyżurny ruchu na stacji w Dahlerau położonej na linii kolejowej łączącej Radevormwald z Wuppertalem. Dzwonił zaś, by przekazać przerażająca informację – za chwilę miało dojść do czołowego zderzenia pomiędzy pociągiem towarowym zmierzającym do Wuppertalu a pociągiem osobowym jadącym w przeciwnym kierunku. Zdarzenie to miało wkrótce stać się jedną z najgorszych katastrof kolejowych w historii powojennych Niemiec.

Ruch na linii kolejowej łącząca Radevormwald z Wuppertalem prowadzony był już od roku 1910 jako część 43-kilometrowego odcinka znanego jako Wuppertalbahn. Jednotorowa linia prowadzona była wzdłuż koryta rzeki Wupper i łączyła stację kolejową Wuppertal-Oberbarmen z miejscowością Obberbrügge. Jej głównym zadaniem było połączenie wielu fabryk i tartaków działających na brzegach rzeki z centrami miejskimi takimi jak Wuppertal, Remschied czy Solingen. Wraz z rozwojem popularności transportu drogowego ruch na linii zaczął powoli wymierać, zaś do roku 1971 wiele bocznic czy odcinków linii zamknięto ze względu na brak rentowności. Wiele odcinków pozostawało jednak w użyciu – w tym właśnie ten łączący Radevormwald z Wuppertalem.

Około godziny 21:00 27 maja 1971 roku z dworca kolejowego Wuppertal-Oberbarmen w stronę Radevormwaldu wyruszył pociąg specjalny Eto 42227. Skład ten nie był obecny w regularnym rozkładzie jazdy – na jego pokładzie znaleźli się uczniowie i nauczyciele z klas absolwenckich 9b i 9c szkoły głównej im. Rodzeństwa Scholl w Radevormwald, powracający do domów z wycieczki szkolnej do Bremy. Skład ten prowadzony był przez spalinowy wagon motorowy BR 795 375-5 wraz z wagonem doczepnym, aby móc pomieścić wszystkie 72 podróżujące nim osoby. Wagony motorowe BR 795, znane również pod nazwą VT 95, zostały wprowadzone do służby w kolejach niemieckich w roku 1952 do obsługi niezelektryfikowanych linii kolejowych o niewielkich potokach pasażerskich. Proste w obsłudze i tanie w eksploatacji „szynobusy” szybko stały się popularnym widokiem na wielu odnogach linii kolejowych w Niemczech Zachodnich. Około godziny 21:00 skład wyruszył w krótką podróż z półgodzinnym opóźnieniem. Zaledwie 12 minut później skład zbliżał się do dworca kolejowego w miejscowości Dahlerau, wchodząc w łuk znajdujący się tuż przed wjazdem na stację. Nagle, zza łuku wyłoniły się światła drugiego pociągu, jadącego prosto na skład pasażerski. Na wyhamowanie któregokolwiek z pociągów było już za późno. W kilka sekund później okolicą wstrząsnął ogromny huk, postały na skutek czołowego zderzenia obu składów.

Zaalarmowani przez dyżurnego ruchu z Dahlerau strażacy dotarli na miejsce katastrofy zaledwie kilka minut po zderzeniu. Ich oczom ukazał się przerażający widok. Zbudowany z lekkich materiałów szynobus nie miał żadnych szans w starciu z ciężką lokomotywą prowadzącą skład towarowy – lokomotywa wbiła się w prowadzący wagon do połowy długości, po czym przepchnęła go o sto metrów w tył względem miejsca zderzenia. Do strażaków i ratowników medycznych z Radevormwaldu wkrótce dołączyły wozy strażackie, karetki i radiowozy wysłane z Wuppertalu, Remschied i Solingen. Akcja ratunkowa była jednak utrudniona ze względu na miejsce katastrofy – tory od idącej równolegle do nich drogi oddzielała stroma skarpa, co uniemożliwiało ratownikom natychmiastowe dotarcie do uwięzionych w wagonach rannych. Ci jednak nie ustawali w swoich staraniach, łomami torując sobie drogę wśród pogiętego metalu i zniszczonych drewnianych ławek w celu dotarcia do uwięzionych pasażerów. Skala zniszczenia i śmierci stawała się coraz to bardziej wyraźna z każda godziną trwania akcji ratunkowej. Jej ostateczny bilans okazał się przerażający – w wypadku z 71 osób na pokładzie składu pasażerskiego zginęło aż 46 – 41 uczniów, 2 nauczycieli, rodzic oraz maszynista i kierownik pociągu. 24 pozostałych pasażerów zostało ciężko rannych – jedynie jeden uczeń wyszedł z wypadku cudem bez szwanku. Maszynista pociągu towarowego jak i jego pomocnik również nie odnieśli żadnych poważnych obrażeń.

Wiadomość o katastrofie szybko rozeszła się nie tylko po okolicy, ale również po całych Niemczech Zachodnich. Na miejscu katastrofy prace związane z wydobyciem ciał zabitych trwały aż do 29 maja. Sala gimnastyczna szkoły, do której uczęszczały dzieci zamieniona została na prowizoryczną kostnicę, gdzie dokonywano identyfikacji zabitych – opierając się przy tym również na dziennikach klasowych. Tak nagła i ogromna tragedia wstrząsnęła lokalną społecznością. Zaplanowany na 2 czerwca 1971 roku pogrzeb ofiar tragedii zamienił się w ogromne wydarzenie publiczne – według ówczesnych szacunków w uroczystościach wzięło udział ponad 10 tysięcy osób. Wśród nich znaleźli się również ówczesny kanclerz RFN Willy Brandt, minister transportu RFN Georg Leber i premier Nadrenii-Północnej Westfalii Heinz Kühn.

Komisja mająca zbadać przyczyny tragedii rozpoczęła prace jeszcze w trakcie trwania akcji ratunkowej. Śledczy swoją pracę rozpoczęli od przesłuchania trójki osób najbliżej związanych z tym, co się stało – maszynisty pociągu towarowego oraz dyżurnych ruchu ze stacji Dahlerau i Beyenburg. Na ich podstawie, jak i późniejszej wizji lokalnej rozpoczęto odtwarzanie przebiegu wypadku. Liczący pięć wagonów pociąg towarowy Ng 16856 był regularnym kursem do Wuppertalu, obsługiwanym owego dnia czteroosiową spalinową lokomotywą towarowo-manewrową BR 212-030-1. Pierwotnie, obecność nadprogramowego kursu pasażerskiego nie powinna mieć była jakiegokolwiek wpływu na przejazd składu towarowego – skład pasażerski miał dotrzeć do celu nim skład towarowy w ogóle wyruszył w drogę. Opóźnienie pociągu pasażerskiego wymusiło jednak konieczność umożliwienia wyminięcia się obu pociągów na jednotorowej linii. Według nowego planu, skład towarowy miał zostać zatrzymany na bocznym torze stacji w Dahlerau, przepuścić skład pasażerski po czym kontynuować podróż. Stacja w Dahlerau, jak wiele podobnych miejsc w ówczesnych Niemczech Zachodnich, wyposażona była jedynie w dwa urządzenia sterowania ruchem – semafor wjazdowy oraz tzw. Tablicę „H” – białą, prostokątną tablicę z czarną literą H. Według obowiązujących procedur, widząc zielone światło semafora wjazdowego maszynista powinien był wjechać na stację a następnie zatrzymać się przed tablicą do czasu udzielenia zezwolenia na dalszą jazdę przez dyżurnego ruchu z pomocą zielonej flagi bądź zielonej lampy sygnałowej. Dyżurny ruchu stwierdził, że aby upewnić się, iż pociąg towarowy z pewnością zatrzyma się wyszedł z budynku stacji i nakazał zatrzymanie mu się z pomocą czerwonej lampy sygnałowej. Pociąg towarowy zamiast zwolnić przyspieszył jednak, minął dyżurnego i wjechał z powrotem na tor główny, pędząc prosto na czołowe zderzenie z pociągiem pasażerskim. Według zeznań maszynisty pociągu towarowego sytuacja przedstawiała się zupełnie odmiennie – jak zeznał, gdy wjechał na stację zauważył on dyżurnego ruchu, trzymającego w wyprostowanej dłoni zieloną lampę sygnałową – zgodnie z procedurą o nadawaniu sygnału „droga wolna” (nadanie sygnału „stój” wymagałoby od dyżurnego użycia zarówno czerwonej lampy sygnałowej jak i wykonania okrężnego ruchu ramieniem). Jako, iż w obu składach nie były zainstalowane radiotelefony katastrofa w momencie wyjechania składu towarowego z Dahlerau była już niemożliwa do uniknięcia. Pomimo zrekonstruowania przebiegu zdarzeń i przeprowadzenia pełnej wizji lokalnej na miejscu katastrofy śledczy nigdy nie zdołali w pełni wyjaśnić, co mogłoby doprowadzić do takiego przebiegu zdarzenia. W postępach śledztwa nie pomógł fakt, iż w kilka tygodni po katastrofie dyżurny ruchu z Dahlerau zginął w wypadku samochodowym. Ostatecznie, za główną przyczynę tragedii uznano błąd człowieka – według najbardziej prawdopodobnej teorii dyżurny ruchu omyłkowo umieścił w lampie sygnałowej zielone szkło zamiast czerwonego, co w połączeniu z postawą ciała przekonało maszynistę pociągu towarowego, iż nadaje on sygnał „droga wolna”. Co chyba najtragiczniejsze, gdyby owego wieczora dyżurny pozostał w budynku stacji, pociąg towarowy zgodnie z obowiązującymi procedurami zatrzymałby się przed tablicą „H” – do tragedii w ogóle by nie doszło.

Katastrofa pod Dahlerau pociągnęła za sobą wiele zmian w procedurach i wyposażeniu Deutsche Bahn. Jednym z głównych pokłosi tragedii było rozpoczęcie programu wdrożenia do użytku i instalacji radiotelefonów w kabinach lokomotyw i budynkach nastawni. Zmieniono również procedury dotyczące wymijania się pociągów na liniach jednotorowych na stacjach bez sygnałów wyjazdowych. Od tej pory pociągi miały oczekiwać na wyminięcie przed semaforem wjazdowym do momentu, gdy jeden z nich wjechał na stację i zatrzymał się przed tablicą „H”. Katastrofa stała się również impulsem do rozbudowy i modernizacji systemów sterowania ruchem i zakazu użytkowania czerwonych szkieł w lampach sygnałowych. Zmiany te wprowadzono również na odcinku, na którym doszło do zderzenia – choć od roku 1979 zawieszono tam wykonywanie regularnych połączeń pasażerskich, zaś cześć linii została zalana w wyniku budowy zapory na rzece Wupper w latach 1982 – 1987. Wypadek stał się również impulsem do rozwoju nowego typu wagonu spalinowo-motorowego o znacznie bardziej sztywnej i mocniejszej konstrukcji niż jednostki BR 795. Ich zwieńczeniem było powstanie pojazdów typu BR 628, wprowadzonych do służby w roku 1974.

Do dziś o katastrofie przypomina rząd grobów i pomnik na cmentarzu komunalnym w Radevormwald, w którym spoczywają ofiary katastrofy. Innych śladów po tragedii trudno dziś odnaleźć – wagon motorowy i wagon doczepny zostały zezłomowane, linia kolejowa jest od ponad 40 lat zamknięta dla planowego ruchu zaś wielu świadków bądź osób związanych z tragedią wypowiada się niechętnie na jej temat. W służbie pozostaje wciąż jednak jeden z uczestników wypadku – lokomotywa BR 212-030-1. Po katastrofie została wyremontowana i służyła w barwach Deutsche Bahn do roku 2001, gdy została odstawiona na boczny tor i używana do roku 2012 jako dawca części zamiennych. W roku 2012 lokomotywa została zmodernizowana w zakładach firmy Alstom do standardu BR 214, po czym została zakupiona przez prywatnego przewoźnika towarowego BBL Logistik z Hannoveru. Lokomotywa, pod nazwą BBL 14, prowadzi do dziś pociągi towarowe w północno-zachodnich Niemczech.

#kolej #pociagi #niemcy #historia #historiajednejfotografii #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu

Dzienniki Goebbelsa, Tom 2:…

Dzienniki Goebbelsa, Tom 2: 1939-1943
11 lipca 1941 (fragment):

Gaullistowskie kręgi w okupowanej Francji i podobne im ruchy na pozostałych terenach okupowanych wymyśliły sobie bardzo prosty, a także zapewne niebezpieczny środek propagandy, a mianowicie: za pomocą naklejania i malowania litery V – ma to oznaczać victoire [zwycięstwo] – próbują jak najszerszej opinii publicznej zwrócić uwagę na swoją działalność. Ludzie pozdrawiają się znakiem V za pomocą rozwartych palców, wskazującego i środkowego, składają kwiaty w kształcie V i temu podobne. Długo myśleliśmy nad tym, jak można skutecznie przeciwstawić się takiej propagandzie. Wpadłem na najprostszy pomysł: po prostu przejmiemy literę V dla siebie i wyjaśnimy, że chodzi o naszą Viktorię. Nasze placówki wojskowe i cywilne na okupowanych terenach otrzymały więc polecenie przechwycenia pozdrowienia z literą V, a także wspierania i zintensyfikowania tej propagandy. Mam nadzieję, że w ten sposób uda się w krótkim czasie zajeździć na śmierć ten niebezpieczny symbol. […]

#iiwojnaswiatowa #francja #niemcy #historia #dziennikigoebbelsa

Saddam Husajn i bomba…

Saddam Husajn i bomba atomowa. Prawda czy mit?

Rząd Saddama Husajna został obalony 18 lat temu, jednak dyskusje na temat bomby atomowej, nad którą mieli pracować iraccy naukowcy, nadal nie ustają. Część osób uznaje „bombę Saddama” za kolejny produkt amerykańskiej propagandy. Inni natomiast wierzą w zapewnienia administracji George’a Busha o irackiej broni masowego rażenia, w tym w zaawansowane prace naukowców Saddama nad bombą atomową. Prawda jest jednak dużo bardziej skomplikowana i mniej oczywista niż próbuje się to przedstawić w internetowych dyskusjach.

Tekst jest dostępny także na Blogu, zachęcam do czytania właśnie tam ze względu na większą przejrzystość. https://pulslewantu.pl/saddam-husajn-i-bomba-atomowa-prawda-czy-mit/

Francuski reaktor

W 1956 r. jeszcze w czasach gdy Irakiem rządził król Fajsal II, utworzono Iracką Agencję Energii Atomowej. Ta data przyjmowana jest za symboliczny początek irackich prac nad energią jądrową. Przełomem okazał się jednak pucz z 1968 r., gdy władzę w Iraku przejęła partia Baas, a Saddam Husajn został wiceprezydentem.

Saddam kładł duży nacisk na rozbudowę potencjału wojskowego Iraku. Ówczesny wiceprezydent lekką ręką wydawał miliony dolarów na konwencjonalne uzbrojenie, karabiny, czołgi, myśliwce. Wypchana dolarami teczka otwierała drzwi do największych firm zbrojeniowych świata – szczególnie skorzy do dozbrajania Bagdadu okazali się Francuzi i Brytyjczycy. Problem pojawił się jednak gdy Saddam zainteresował się bronią jądrową.

Na początku lat 70 Bagdad podjął starania o zakup reaktora jądrowego. Najpierw zwrócono się o pomoc do Związku Radzieckiego. Moskwa, nieufna wobec partii Baas (za represje, których od połowy lat 70. dopuszczali się Baasiści wobec rodzimych komunistów), podchodziła jednak do tematu z dużym dystansem. Rosjanie co prawda wstępnie zgodzili się sprzedać Irakijczykom reaktor, jednak tylko pod warunkiem że zostanie on objęty ścisłym nadzorem inspektorów z Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA). Saddam oczywiście odmówił i zwrócił się o pomoc do Francji.

Obecnie mało kto o tym pamięta, jednak Paryż był bardzo pozytywnie nastawiony do reżimu Saddama Husajna. Współpraca z Bagdadem miała dla Francuzów strategiczne znaczenie i była jednym z filarów ich bliskowschodniej polityki. Nic też dziwnego, że gdy Irakijczycy zapytali Paryż, czy byłby skłonny sprzedać im reaktor, odpowiedź była twierdząca i w 1975 r. podpisano umowę na dostawę dwóch reaktorów badawczych do Iraku.

Centrum irackiego programu nuklearnego został położony na południowych obrzeżach Bagdadu ośrodek badawczy Tuwaitha. W program zaangażowani byli nie tylko naukowcy z Iraku, ale także wielu ekspertów z innych krajów arabskich i Europy – głównie z Francji, ale także z Włoch czy RFN. W końcu, w 1979 r. w ośrodku rozpoczęto budowę pierwszego francuskiego reaktora, któremu nadano nazwę Tammuz 1 (nazwa eksportowa Osirak).

Izraelski nalot

Izraelski wywiad bardzo szybko zainteresował się pracami w ośrodku Tuwaitha i zaczął podejrzewać, że Saddam – z pomocą Francuzów – chce skonstruować broń jądrową. Na to Izrael pozwolić nie mógł.

W 1979 r. nieznani sprawcy umieścili bombę w magazynie portowym w La Seyne-sur-Mer we Francji, gdzie reaktor Tammuz 1 czekał na wysyłkę do Iraku. Wybuch uszkodził rdzeń reaktora i zahamował prace w ośrodku Tuwaitha na kilka miesięcy. W rok później w Paryżu zginął Yahya El Mashad, egipski naukowiec, który kierował irackim programem nuklearnym. Izrael nigdy nie przyznał się do tych dwóch aktów agresji, jednak większość tropów w obu sprawach prowadziła właśnie do Tel Awiwu.

Mimo działań Izraelczyków, prace w ośrodku Tuwaitha stale posuwały się do przodu. W 1980 r. reaktor Tammuz 1 rozpoczął pracę. Szyki naukowcom popsuł jednak sam Saddam najeżdżając na Iran, gdzie kilka miesięcy wcześniej obalono szacha. Zaledwie 8 dni po rozpoczęciu wojny iracko-irańskiej, 30 września 1980 r., irańskie lotnictwo dokonało nalotu na ośrodek badawczy Tuwaitha. Straty były duże, jednak sam reaktor Tammuz 1 nie został zniszczony. Chwilowo.

7 czerwca 1981 r. ośrodek Tuwaitha został ponownie zbombardowany. Tym razem przez Izraelczyków, którzy użyli do tego sześciu samolotów F-16. W ramach Operacji Opera izraelskie samoloty przeleciały przez przestrzeń powietrzną Jordanii i Arabii Saudyjskiej a następnie zrzuciły na ośrodek Tuwaitha 16 bomb. Aż 8 z nich spadło na reaktor Tammuz 1, który został całkowicie zniszczony. Straty w innych budynkach na terenie ośrodka także były znaczne.

W ten sposób izraelski nalot z 1981 r. miał położyć kres irackiemu programowi nuklearnemu. Tak przynajmniej się wydawało. Dopiero po latach okazało się, że do 1981 r. iracki program nuklearny był względnie niegroźny, a dopiero zniszczenie reaktora Tammuz 1 pchnęło Saddama w kierunku konstrukcji broni jądrowej.

Ośrodek Tuwaitha

Sprawa ośrodka Tuwaitha jest jedną z najlepiej zbadanych spraw dotyczących irackiego programu nuklearnego. Zarówno raporty Międzynarodowej Agencji ds. Energii Atomowej (IAEA), jak i zeznania irackich naukowców złożone już po 2003 r. , dobitnie wskazują że prace prowadzone tutaj miały charakter wyłącznie cywilny. Nawet gdyby Saddam postanowił w pewnym momencie wykorzystać reaktor Tammuz 1 do budowy broni jądrowej, to uzyskanie przy pomocy tak niskowydajnego reaktora dostatecznej ilości wzbogaconego uranu zajęłoby dekady a nie lata.

Niemieccy naukowcy

Nalot na ośrodek Tuwaitha miał być jednak dla Saddama momentem przełomowym. Jak wskazują iraccy naukowcy, którzy uciekli z Iraku lub dostali się w ręce Amerykanów w czasie okupacji, po 1981 r. iracki program nuklearny był nie tylko kontynuowany, ale doczekał się także dużo większego wsparcia finansowego ze strony Bagdadu i nastawiony był już konkretnie na skonstruowanie broni jądrowej.

Po 1981 r. większość irackich prac była prowadzona w ramach projektu o enigmatycznym kryptonimie PC3. Na jego czele stanął Jafar Dhia Jafar, Irakijczyk pracujący wcześniej m.in. w brytyjskim Imperial College oraz w CERN (Europejska Organizacja Badań Jądrowych). W ramach PC3, Irakijczycy zajmowali się wzbogacaniem uranu, poszukując sposobu na jak najszybsze uzyskanie takiej ilości wzbogaconego uranu, która wystarczyłaby do konstrukcji broni jądrowej.

Początkowo prace Irakijczyków były bardzo ślamazarne i napotykały wiele problemów. Sytuacja zmieniła się gdy do Iraku sprowadzono dwóch Niemców, Waltera Bussego i Bruno Stemmlera. Obaj posiadali bogate doświadczenie zdobyte podczas prac dla czołowych firm europejskich zajmujących się energią jądrową. Niemcy zaproponowali Irakijczykom wykorzystanie w procesie wzbogacania uranu zaawansowanych technicznie wirówek (tak jak robi obecnie Iran). Wkrótce później nastąpił przełom.

Jak wskazują raporty IAEA, Irakijczycy zaczęli na masową skalę budować wirówki i łączyć je w tzw. kaskady. Program PC3 po „zasileniu” go niemieckimi naukowcami, otworzył Irakowi drogę do uzyskania broni jądrowej. Według wyliczeń IAEA, gdyby Irak utrzymał tempo budowy wirówek i kaskad z końca lat 80, pierwsza iracka bomba atomowa, powstała w 1995 r., a w 2020 r. Irak miałby ich już 20. Prawidłowość tych wyliczeń potwierdziła się w 1991 r., gdy wojska koalicji podczas I wojny w Zatoce znalazły na terenie Iraku wysoko wzbogacony uran (HUE) do 93%, który nadawał się już do konstrukcji broni jądrowej.

Znowu jednak wojna przeszkodziła Saddamowi w realizacji jego nuklearnych ambicji. Podczas I wojny w Zatoce w 1991 r. większość ośrodków badawczych na terenie Iraku zostało zniszczonych. Teoretycznie Bagdad mógłby próbować reanimować program PC3, jednak Irakijczycy zwyczajnie nie mieli do tego wystarczającej ilości pieniędzy. Poza tym po fiasku inwazji na Kuwejt, Irak znalazł się na cenzurowanym, a wszystkie jego kroki były uważnie śledzone przez Amerykanów. Wznowienie programu PC3 i utrzymanie go w tajemnicy było w praktyce niemożliwe. Tak dobiegły końca marzenia Saddama o irackiej bombie atomowej.

Prawda czy mit?

Jak widzimy, Irakijczycy faktycznie myśleli poważnie nad konstrukcją broni jądrowej, zwłaszcza w okresie od połowy lat 80. do 1991 r., gdy program PC3 święcił swoje największe sukcesy. Irakowi udało się także wzbogacić uran do poziomu 93%, co było odpowiednim poziomem do konstrukcji broni atomowej. Jednak Bagdadowi prawdopodobnie nigdy nie udało się uzyskać takiej ilości wzbogaconego uranu, która wystarczyłaby do konstrukcji chociaż jednej bomby. Ponadto po 1991 r. program PC3 całkowicie upadł, a szanse Iraku na skonstruowanie bomby atomowej spadły niemal do zera.

W ten sposób dochodzimy do wniosku, że Saddam faktycznie chciał skonstruować broń atomową i przed inwazją na Kuwejt był bardzo blisko osiągnięcia swojego celu. Atakując sąsiedni Kuwejt sprowokował jednak I wojną w Zatoce, która doprowadziła do upadku irackich prac nad bombą atomową. Wszelkie dyskusje na temat bomby Saddama po 1991 r. są moim zdaniem niepoważne i mają dużo więcej wspólnego z propagandą niż wiedzą opartą na źródłach.

Wokół irackiego programu nuklearnego istnieje jednak jedna zagadka, która do dziś budzi spory. Otóż nie wiadomo czy przed 1981 r., tj. zniszczeniem reaktora Tammuz 1 przez Izraelczyków, Saddam myślał o konstrukcji broni atomowej. Dane IAEA potwierdzają, że iracki program przed 1981 r. miał charakter wyłącznie pokojowy i nie był nastawiony na uzyskanie broni atomowej. Dopiero później Irakijczycy rozpoczęli prace zmierzające w kierunku konstrukcji broni atomowej. Rodzi się zatem pytanie; czy to przypadkiem nie Izraelczycy sprowokowali Saddama do podjęcia starań o budowę bomby. Na to pytanie nie ma jednak jednoznacznej odpowiedzi.

Więcej informacji na temat Arabów i ich prób opracowania bomby atomowej znajdziecie w moim artykule “Nuklearne ambicje krajów arabskich”, który ukazał się w marcowym wydaniu magazynu Układ Sił.

_________________________
Chcesz pomóc w rozwoju “Pulsu Lewantu”? Możesz zostać Patronem Bloga w serwisie Patronite i uzyskać dostęp do cotygodniowych przeglądów prasy, wczesny dostęp do moich artykułów i wiele więcej.
– Patronite: https://patronite.pl/PulsLewantu
– PayPal: paypal.me/PulsLewantu

#iirak #izrael – wątek z 1981 r. #syriaspam – może kogoś zainteresuje #bliskiwschod #geopolityka #historia #lagunacontent – autorski tag do obserwowania ( ͡° ͜ʖ ͡°) #gruparatowaniapoziomu

15 lat temu, dokładnie 9…

15 lat temu, dokładnie 9 lipca 2006 roku w rozegranym na Stadionie Olimpijskim w Berlinie meczu finałowym XVIII Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej Włochy pokonały po serii rzutów karnych Francję 5:3. Po 90 minutach i dogrywce był remis 1:1.

To wtedy, w finale mundialu Marco Materazzi wyprowadził z równowagi Zinedine’a Zidane’a i pomógł Włochom w zdobyciu mistrzostwa.
Materazzi, często używający na boisku brudnych zagrywek, przyznał, że jego słowa dotyczyły siostry Zidane’a. W akcji poprzedzającej incydent Włoch ciągnął za koszulkę rozgrywającego reprezentacji Francji. Ten ironizował, że jeśli Materazzi tak bardzo chce jego koszulkę, może mu ją dać po meczu. W odpowiedzi obrońca odparl, że „wolałby jego siostrę”. Co wydarzyło się później, doskonale pamiętamy.

#kalendarium #pilkanozna #kartkazkalendarza #historia

1247 + 1 = 1248 Tytuł:…

1247 + 1 = 1248

Tytuł: Brzemię białego człowieka. Jak zbudowano Imperium Brytyjskie
Autor: Kazimierz Dziewanowski
Gatunek: historyczna
ISBN: 978-83-8202-216-2
Ocena: 8/10

Obecne wydanie to kolejne już wznowienie książki polskiego dziennikarza Kazimierza Dziewanowskiego, która powstała w latach 80-tych XX wieku. Pozycja poświęcona jest Imperium Brytyjskiemu, jego początkom oraz rozkwitowi, którego koniec autor wyznacza na wojny burskie. Na pewno zaletą książki jest warstwa literacka, Dziewanowski w znakomity sposób przedstawia postacie dzięki którym Wielka Brytania stała się mocarstwem. Mamy więc przedstawionych korsarzy jak Francis Drake czy Henry Morgan, podróżników jak James Cook czy wojskowych jak Robert Clive. Autor w swoich rozważaniach nie skupia się na polityce wewnętrznej państwa, lecz przedstawia dzieje imperium z perspektywy kolonialnej, dlatego opisano takie wydarzenia jak powstanie Kanady, zdobycie Cejlonu oraz Birmy, podbój Indii, bunt Sipajów czy dzieje Australii. Jest to też próba odpowiedzenia na pytanie jak to się stało, że to Brytyjczykom przypadła misja cywilizowania świata, stąd też sporo miejsca poświęcono podstawom teoretycznym imperium oraz temu jak sami Brytyjczycy postrzegali kolonie i jak chcieli nad nimi panować. Książkę czyta się jednym tchem, akurat opowieści o piratach, podróżnikach czy urzędnikach Kompanii Wschodnioindyjskiej przeważnie są niezwykle barwne, więc trudno byłoby tutaj coś zepsuć, ale nie powinno nam to przysłaniać pewnych wad. Pomimo dość sporej objętości (ponad 700 stron) autor pominął wiele istotnych wydarzeń, z czego zresztą sam Dziewanowski zdawał sobie sprawę. Dziennikarz raczej też nie interesował się sferą gospodarczą państwa, z dodatków czytelnik dostaje ledwie dwie mapy, więc z pewnością temat nie jest jeszcze wyczerpany w polskojęzycznej historiografii.

Wpis dodany za pomocą tego skryptu

#bookmeter #ksiazki #historia

Cesarska para – recenzja książki Justynian i Teodora


W ofercie Państwowego Instytutu Wydawniczego można znaleźć wiele dzieł, które powinny zainteresować pasjonatów czasów Cesarstwa Bizantyńskiego. Jednym z nich jest wznowienie książki Justynian i Teodora autorstwa Roberta Browninga, które pojawiło się w ramach serii Biografie Sławnych Ludzi. #recenzja #ksiazka #book #ksiazka #czytam #historia

Polacy: „Biali Murzyni…

Polacy: „Biali Murzyni Europy”.

Tak nazwał Polaków Jean-Jacques Dessalines pierwszy prezydent i cesarz Haiti.

W jego mniemaniu białymi murzynami byli Polacy, których część zbuntowała się przeciw Francji i pomogła jego rewolucji.

Polacy stali się w ten sposób godni i równi innych rewolucjonistów.

Tak przynajmniej podał Peter Stephen Chazotte francuski właściciel plantacji z Haiti w swoich wspomnieniach tłumaczonych na kilka języków.

Do dziś na Haiti zamieszkują potomkowie polskich legionistów.

Na zdjęciu znajduje się aktor stosujący malowanie „na czarno”, tzw. „Blackfacing”.

Makijaż stał się popularny wśród białych aktorów już w połowie XIX wieku. Służył do karykaturalnego portretowania osób czarnoskórych.

Biała przestrzeń wokół ust miała symbolizować wielkie wargi murzyna.

Makijaż przysłużył się do rozpowszechniania stereotypów i co ciekawe, ostatecznie stereotypem stał się sam, utrwalając się jako symbol rasizmu

pokaż spoiler https://www.facebook.com/photo.php?fbid=343728653783787&id=100044399652300&set=a.280501346773185&source=57

#polska #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu

Na kanale Muzeum Powstania…

Na kanale Muzeum Powstania Warszawskiego obecnie trwa transmisja live, „Wola. Dzielnica we krwi // Spacer śladami Powstania”

Spacer śladami Powstania Warszawskiego. Spacer ulicami warszawskiej Woli, ze szczegółami Rzezi Woli, która rozpoczęła się 5 sierpnia 1944 r. Przerażające

#hahard #historia #warszawa #wola #powstaniewarszawskie

Poszukuję #ksiazki Kazimierz…

Poszukuję #ksiazki Kazimierz Fudakowski Między endecją a sanacją. Wspomnienia ziemianina w jakiejkolwiek formie. nakład dawno wyczerpany 🙁 lub ewentualnie czegoś innego na zastępstwo o senacji.

#literatura #szukam #endecja #senacja #pilsudski #historia