XVII wiek to nie tylko…

XVII wiek to nie tylko „żelazne stulecie” krwawych religijnych wojen. To również czas barokowego kolorytu i półcienia, w których mieściły się magia, alchemia, demonologia i najróżniejsze dziwactwa, rozbudzające ciekawość współczesnych.

Już od czasów renesansu ludzie dotknięci schorzeniami, które oznaczały piętno inności, niekoniecznie musieli obawiać się stosu, ale mogli nawet zrobić swoistą karierę. Weźmy przykład Petrusa Gonsalvusa. Mężczyzna urodzony w 1537 cierpiał na hipertrichozę, czyli nadmierne owłosienie.Cała twarz Petrusa była pokryta włosami. Przez całe życie podróżował pomiędzy dworami europejskimi, żyjąc jak szlachcic z prawdziwego zdarzenia – ożenił się nawet z niejaką Katarzyną, a owocem tego związku było kilkoro dzieci, które cierpiały na podobną przypadłość.

Niektórzy arystokraci zakładali swoje gabinety osobliwości, które były swoistymi poprzednikami muzeów. Stanowiły kolekcję wszelkich kuriozów – szkieletów, zegarów, kamieni szlachetnych, automatów, pamiątek z odległych krajów, ale również portretów. Wśród nich często znajdowały się malowidła przedstawiające odstępstwa od normy czy nietypowe schorzenia – najsłynniejszą taką kolekcją był gabinet osobliwości na zamku w Pradze, własność „cesarza alchemików” Rudolfa II.

Portret braci Jana Baptysty i Łazarza Colloredów bez wątpienia byłby cennym nabytkiem w każdym gabinecie.Co więcej, byłoby niemożliwe namalować im osobne portrety, ponieważ bracia byli nierozłączni – dosłownie.

Colloredowie byli bliźniętami zrośniętymi asymetrycznie, urodzonymi w 1617 r. we włoskiej Genoi. Górna część ciała i lewa noga Jana Baptysty wystawała w tułowia jego brata, który poza tym był całkowicie normalnie funkcjonującym mężczyzną. Zarabiał na życie podróżując po całej Europie i występując przed publicznością, prezentując im siebie oraz swojego wiecznie niemego brata. Podobnie jak Gonsalvus, również Łazarz Colloredo w końcu założył rodzinę.

W swojej podróży Colleredowie nie ominęli również Gdańska, ówcześnie największego i najbogatszego portu Bałtyku, który musiał przyciągać najdziwniejsze osobistości. W 1646 Anglik Peter Mundy przebywał w mieście i zanotował w swoim dzienniku:

Potworne albo cudowne narodzenie. Podczas mojego pobytu w mieście przybył tam niejaki Łazarz Collaretto, Włoch urodzony w Genoi, dobrze zbudowany, młody mężczyzna, który miał żyjące, oddychające dziecko wyrastające z jednej strony jego brzucha, mające głowę, ręce, stopy itp. ludzkiego kształtu, chociaż zdeformowane; niesamowity widok! Był tu już kiedyś, podobnie jak w Anglii, Szkocji, Francji i Hiszpanii, i umiał posługiwać się tymi wszystkimi językami. Przybył tutaj z powodu wielkiego i sławnego Jarmarku Dominikańskiego (…)

Z Gdańska Colleredo wyruszył dalej wgłąb Rzeczpospolitej, kierując się w stronę Turcji.Jak widać, ludzka ciekawość i pragnienie nowych doznań w żadnej epoce nie znało żadnych granic – etnicznych, religijnych i państwowych. Za rok, podczas Jarmarku, możemy wspomnieć Łazarza i Jana Baptystę – w końcu chińskie plastikowe cuda nie są najdziwniejszymi rzeczami, które można było znaleźć w Gdańsku.

Po więcej ciekawostek związanych z historią Gdańska zapraszam do polubienia Gedanarium na FB oraz na stronę internetową 🙂

#gdansk #ciekawostkihistoryczne #historia #gedanarium