Mało kto pamięta, ale #leszke…

Mało kto pamięta, ale #leszke (jako urzędujący prezydent) był w 1991 roku bliski wysunięcia swojej kandydatury na premiera (tak, chciał mieć oba urzędy naraz), tylko zabrakło paru głosów ( ͡° ͜ʖ ͡°):

Inaczej wyglądała sytuacja z perspektywy Wałęsy. Teza o beznadziejności polskich partii została udowodniona, a jego przewaga nad nimi została zagwarantowana. Już na starcie prezydent miał zapewnioną wygraną, żaden mniejszościowy rząd w epoce recesji, bezrobocia i strajków nie miał szans na długie trwanie. Musiał więc albo prosić Wałęsę o wsparcie, albo zginąć od jego ciosu. Sam wynik wyborów sprawił, że pierwszy krok do francuskiego modelu prezydentury został spełniony. Wałęsa postanowił pójść dalej i… samemu zostać premierem. Brzmiało to ekscentrycznie, ale było zgodne z prawem.Wałęsa wykorzystał fakt, że ustawodawca takiego rozwiązania wyraźnie nie zakazał. Politycznie ruch był ryzykowny, bo Wałęsa brał całą odpowiedzialność za działanie rządu. Z drugiej jednak strony taka była cena systemu prezydenckiego, o który Wałęsa walczył. Wcześniej czy później Wałęsa musiał podjąć to ryzyko. Zdecydował się zrobić od razu, oswoić Polaków z systemem prezydenckim, a potem utrwalić go w konstytucji. Zbudować stabilną władzę, której nie obala złożony z partii parlament, ale społeczeństwo. Raz na pięć lat, w wyborach prezydenckich.

Wałęsa zagrał z pełnego zaskoczenia. Wezwał do siebie Kuronia i zaproponował: „Ja zostaję premierem, ty wicepremierem. Pierwszym wicepremierem, więc tak naprawdę to ty jesteś premierem. Zaraz tu zawołam dziennikarzy i powiem im, że skierowałem cię do misji tworzenia rządu. I jeszcze powinieneś wziąć Bieleckiego. On jest dobry, wykazał się, a poza tym na Zachód będzie sygnał, że robimy ten sam kurs polityki”. Kuroń zaoponował. Dowodził, że Wałęsa jako premier może się szybko zgrać, stracić społeczne poparcie. Że lepsza jest koncepcja premierów jako zderzaków. Prezydent odpowiedział: „Nie mam innego wyjścia (…) muszę zagrać osobiście. Ty wiesz, jakie jest skłócenie, żadna partia sama rządu nie złoży i tego nie przeskoczymy”.

(…) Rozmowy z kolejnymi partiami przekonały Wałęsę, że nie ma szans na wariant prezydent-premier, że wszystkie domagają się budowy rządu w oparciu o sejmową arytmetykę. Okazało się, że choć Wałęsa ma silniejsze karty, brakuje mu jednej – zmuszającej partie do podpisania wyroku na siebie, do wykonania kroku legalizującego system prezydencki. Wałęsa odłożył więc pomysł na później i postanowi przedłużyć aktualny stan, czyli zachować gabinet Bieleckiego.

Więcej: #historiapolitycznaiiirp

Robert Krasowski, Po południu. Upadek elit solidarnościowych po zdobyciu władzy, Warszawa 2012.

#polityka #historia #polska #ciekawostki #neuropa #ksiazki #walesa #leszke #ddd