Mądry komentarz napisałem, to…

Mądry komentarz napisałem, to go wrzuce tu.

Jest powszechny mit, że w drugiej wojnie światowej pancerniki były raczej bezużytecznymi statkami przez lotniskowce, jednak to tak nie dokońca.

Z tymi samolotami to nie było tak że szybko zakończyły, wiem o jednym że został przez same samoloty zniszczony, o Yamato, tyle że potrzebowali chyba ponad 200 samolotów na przestrzeni paru różnych fal by go się pozbyć, tak dobrze się bronił/wytrzymywał trafienia.
Iowa podczas wojny nie ucierpiała znacznie i dobrze się generalnie prowadziła.
Bismark też został przez samoloty, ale dopiero po tym jak pół królewskiej floty go goniło, a mogło go gonić tylko dlatego że został mocno uszkodzony podczas walki z Hoodem.
Vanguard nie pojawił się za czasów wojny.
Richelieu podczas wojny również nie zatoną.
Pancerniki z klasy Littorio pływały od 40 do 43 sporo po morzu Śródziemnym, wielokrotnie były atakowane z lotniskowców, lecz za każdym razem bezskutecznie. Dopiero atak niemieckich samolotów startujących z brzegu z pierwszymi na świecie bombami naprowadzającymi zatopił jedną sztuke, Rome dokładniej.
Tylko jedna sztuka z klasy King George V, została zatopiona za wojny, rzeczywiście przez ataki japońskich samolotów, a i to były samoloty startujące z brzegu (było troche strzelanie do niepełnosprawnego, bo Prince Wales miał już sporo problemów przed samym zatopieniem).
North Carolina za wojny raz została mocno uszkodzona w czasie wojny, jednak zostało to naprawione i spowrotem wróciła do walki. Jej siostra Waszyngton największe uszkodzenie dostała kiedy to się zderzyła z przyjazną Indianą.
Z klasy South Dacota, wszystkie dosłużyły końca wojny w całości. Jedna została raz mocno uszkodzona przez konwencjonalny ogień. Druga, Indiana, jedyne znaczące uszkodzenia doznała kiedy wcześniej wspomniany Waszyngton się z nią zderzył. Trzecia, Massachusetts, nie miała znaczących obrażeń. Czwarta, Alabama, również nie odniosła obrażeń znacznych.

Generalnie wbrew powszechnemu mitu, pancerniki wcale nie zostały bezużytecznymi wielkimi kawałamj pływającej stali. Ludzie tworzący i modernizujący głupi nie byli, i szybko porządnie uzbrajali wszystkie nowoczesne duże okręty w znaczną ilość broni przeciw lotnicznej. Sam atak na tak uzbrojony okręt nie należał do najprzyjemniejszych, przed pilotem stawała ściana latającego ołowiu i wybuchów pocisków, nie zapominajmy że piloci nie są samobójcami, i chcą wrócić w jednym kawałku do domu (poza paroma japończykami).
Dodatkowo, flota nie służyła tylko do aktywnej walki, ważnym ich aspektem była projekcja siły i jej prezentowanie wrogowi, lub komuś kto myślał o staniu się wrogiem. Nic nie pobudza myślenia jak widok gigantycznej stalowej besti z rurami ktore miotają tonowe pociski na dziesiątki kilometrów. Lotniskowce w takim porównaniu wypadają znacznie bladziej, jako poprostu płaski statek.

#gruparatowaniapoziomu #historia #militaria #marynarkawojenna #drugawojnaswiatowa