Jeśli ktoś nie czytał to…

Jeśli ktoś nie czytał to warto. Siedem przykładów na idiotyzm ustawy o IPNhttp://wyborcza.pl/7,75968,23044041,siedem-przykladow-na-idiotyzm-ustawy-o-ipn.html
1. Ustawa głosi: „Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie (…) lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialność rzeczywistych sprawców zbrodni, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat 3”.
Pytanie budzi już pojęcie „Naród Polski”. Wedle wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego, który firmował prace nad ustawą, to określenie odnosi się do „ogółu obywateli Rzeczpospolitej”, zgodnie z preambułą konstytucji. Jednak w tym brzmieniu obywatelem polskim nie musi być osoba polskiej narodowości. Jak w takim razie można obrazić cały „Naród Polski”?
No i co oznacza „wbrew faktom”? Co się stanie, jeśli relacja, np. osoby ocalałej z Holocaustu, będzie się różniła od zdania sądu? W dodatku ustawa zakłada, że kara będzie również wtedy, gdy ktoś dopuścił się czynu zabronionego nieumyślnie. Czyli ktoś, kto się pomylił, słabo zna język polski albo angielski, też powinien mieć się na baczności?
2. Nie podlega z kolei karze sprawca, jeśli złamał ustawę „w ramach działalności naukowej i artystycznej”. Nikt jednak do tej pory nie zdefiniował „działalności naukowej”. Co gorsza, od powstania rysunków naskalnych w grotach Lascaux nikt nie podjął się definiowania sztuki i „działalności artystycznej”.
Ustawa nie precyzuje też, co stanie się z naukowcem, który napisze artykuł w prasie. Ani z dziennikarzem opisującym historyczne zdarzenia. Ani z kimś, kto bez naukowego wykształcenia lub pracy w instytucji badawczej interesuje się dziejami Holocaustu i np. zbiera świadectwa ocalonych. Nikt nie może więc być pewny dnia ani godziny. Co więcej, w części ustawy dotyczącej negowania zbrodni „nacjonalistów ukraińskich” zastrzeżenia dotyczące działalności naukowej i artystycznej już nie istnieją.
CZYTAJ TEŻ: PiS tłumaczy Morawieckiego. „Celem jest dotarcie do prawdy”
Uwaga: represje mogą grozić tym prawicowym publicystom, którzy uważają, że Polska w 1939 r. powinna iść razem z Niemcami przeciwko ZSRR, a jako przykład mądrości politycznej wskazują np. działalność Emila Skiwskiego i Feliksa Burdeckiego – antysemitów i niemieckich kolaborantów prezentujących powyższy pogląd.
3. Ustawa stwierdza, że stosuje się ją wobec obywatela polskiego albo cudzoziemca „niezależnie od przepisów obowiązujących w miejscu popełnienia przestępstwa”. Sprawca będzie więc ścigany na całym świecie, ale nie wiadomo jak. Wedle Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka ten artykuł przypomina art. 301 tureckiego kodeksu karnego o obrazie narodu tureckiego – np. przez mówienie o ludobójstwie Ormian w 1915 r. Wyroki tureckich sądów (jest ich ok. 700) w tej sprawie są w Europie ignorowane. Wśród skazanych był pisarz Orhan Pamuk, który w szwajcarskiej gazecie „Tages-Anzeiger” mówił o ludobójstwie Kurdów i Ormian.
4. Kryterium obrony dobrego imienia narodu polskiego (rozumianego jako zbiór obywateli) zupełnie nie współgra z częścią dotyczącą zbrodni nacjonalistów ukraińskich. Zgodnie z prawem międzynarodowym Ukraińcy mordujący Polaków na Wołyniu byli obywatelami polskimi, podobnie jak ich ofiary. Z formalnego punktu widzenia ustawa nie dotyczy banderowskiej UPA, która w 1943 r. mordowała na Wołyniu. Formacje tej organizacji walczyły bowiem wtedy z Niemcami, a współpracował z nimi głównie odłam zwany melnikowcami (od ich przywódcy Andrieja Melnika).
5. Innym problemem jest nie tylko zrównywanie Holocaustu ze zbrodniami nacjonalistów ukraińskich, a także niedostrzeganie, że ziemie Ukrainy były wówczas pod okupacją. Bo skoro jedną z form usprawiedliwiania np. zbrodni w Jedwabnem jest przypominanie, że faktyczną władzę na terenie Polski sprawował nie polski rząd, ale niemiecki okupant, i to on był faktycznie winien nie tylko niemieckich zbrodni, to co zrobić w przypadku „Wołynia i Małopolski Wschodniej” – jak ku irytacji Ukraińców nazywana jest Galicja? Jaką rolę odgrywał niemiecki okupant w przypadku rzezi wołyńskiej?
6. Do najdziwniejszych zapisów ustawy należy ten: „Zbrodniami ukraińskich nacjonalistów i członków ukraińskich formacji kolaborujących z III Rzeszą Niemiecką, w rozumieniu ustawy, są czyny popełnione przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1925-1950”. Nikt nie jest w stanie wyjaśnić, skąd wzięły się akurat te daty. Ponoć chodzi o terrorystyczną Ukraińską Organizację Wojskową, która od 1925 r. była finansowana przez niemiecką Abwehrę. Tylko że Hitler doszedł do władzy osiem lat później i III Rzesza wcześniej nie istniała. No i trudno uznać, że istniała w 1950 r., pięć lat po śmierci Hitlera i kapitulacji III Rzeszy.
7. Nie jest prawdziwa argumentacja PiS zawarta w uzasadnieniu nowelizacji prawa, że polska ustawa jest odpowiednikiem izraelskiego prawa, które karze za tzw. kłamstwo oświęcimskie. I że zalecenie karania takich przestępstw jest w dorobku prawnym UE.
#neuropa #historia #polityka