#indianie #nativeamerican…

#indianie #nativeamerican #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #historia
Część II Nawaho
W latach 20stych XXw grupa Nawaho została zaproszona na jedną z wystaw światowych, która miała miejsce w Chicago. Ze zdziwieniem zauważyli, że grupa Indian z Kanady mówi bardzo zbliżonym językiem do ich własnego. Przysłuchiwali się im przez pewien czas wszystko rozumiejąc. Potem przełamali się i podeszli. Po dłuższej wymianie zdań okazało się, że Kanadyjczycy pochodzą z tego samego plemienia co oni i że Nawaho oddzielili się od nich wieki temu. Było to sprzeczne z ich odwieczną ustną tradycją mówiącą, że Nawaho przyszli z północy…
Tak jak w przypadku większości plemion USA i Kanady wszystkie informacje sprzed pojawienia się białych owiane są mgłą tajemnicy. Tylko nieliczne narody Indian umiały przekazać swoją historię w inny sposób niż ustnie. Dzisiejsza badania potwierdzają wersję Indian z Kanady. Nawaho po opuszczeniu Alaski skierowali się w stronę Wielkich Jezior. Tam z nieznanych przyczyn nastąpił podział. Grupa, o której tu mówimy skierowała się południowy zachód w kierunku Wielkiego Kanionu Kolorado i Kanionu De Chelly. Tu natrafiła na chyląca się ku upadkowi cywilizacje Indian Anasazi i zajęła ich miejsce ostatecznie też tą cywilizację dobijając.
Nawaho prowadzili półosiadły tryb życia. Zajmowali się uprawą głównie kukurydzy (ale też sadzili rzepę i zboża), hodowali tamtejszy gatunek owcy, z której pozyskiwali wełnę na swoje niemające konkurencji koce. Były one ich głównym towarem eksportowym i zawsze był na nie ogromny popyt. To się zasadniczo nie zmieniło do teraz bo jeden z takich koców został w zeszłym roku sprzedany na aukcji za 1.5 mln USD. Wiele z dzisiejszych koców ma bardzo zbliżone do nawahijskich wzory (zdjęcie w komentarzu).
Mieszkali w hoganach, czyli szałasach z drewna pokrytych grubą warstwą gliny. W tamtejszym klimacie dawały one dobrą izolację od gorąca i zimna. W środku umieszczone było palenisko (zdjęcie w komentarzu). Hogan był położony zawsze wejściem w stronę wschodu słońca i był zawsze burzony po śmierci jednego z jego mieszkańców. Było to związane z ich wierzeniami, w których duch zmarłego przebywał dalej w okolicy miejsca, w którym zmarł i choć nie był groźny dla Dine to lepiej było go unikać.Było to jedno z tabu Nawahów.
Jak większość plemion nie posiadali struktury hierarchicznej. Przy czym demokracja u nich była znacznie bardziej posunięta niż u innych plemion. Nie było jednego wodza wszystkich odłamów Nawaho, nie było nawet wodzów plemiennych. Nawet przywódcy na poziomie grup rodzin nie byli wybierani na dłużej niż doraźnie. Raz na jakiś czas pojawiał się człowiek o dużym autorytecie, którego Nawaho mogli posłuchać lecz nigdy nie nazwaliby go swoim wodzem. Wyjątkiem był Narbona, o którym w kolejnym wpisie.
Brak jednolitego przywództwa pomagał im w obronie przez białymi. W przypadku dużego zagrożenia dzielili się na setki grup i znikali w zaułkach Kanionu. Oddziały Hiszpanów, Meksykanów czy USA nie miały wtedy z kim walczyć. W plemieniu kobiety miały status równy mężczyźnie co było rzadkie wśród Indian. Świetnie jeździły konno i brały udział w działaniach wojennych oraz naradach plemiennych.
Świat Nawaho mieści się w granicach czterech szczytów wyznaczających 4 strony świata. Będą w centrum zawsze było widać na horyzoncie przynajmniej jeden z nich. Tu czuli się bezpiecznie, tutaj działały leki szamanów poza ten świat nigdy się nie zapuszczali. Wyjątkiem była wojna ale nawet tutaj tego unikali bo przecież poza światem nie działały czary szamanów i wojownicy tracili swoją moc. W centrum świata znajdował się Kanion De Chelly, który był dla nich miejscem świętym, w którym zawsze znajdowali ratunek i do którego biali nie chcieli się zapuszczać. Do czasu.

Powered by WPeMatico