„Zmierzch Bogów”…

„Zmierzch Bogów” Upolowana dzisiaj za 9,90 w „oszołomie” I będzie to prawdopodobnie najobrzydliwsza książka jaką czytałem. Nie wiem czy dam radę przebrnąć, w razie czego mam gumowe rękawiczki i miskę na żygi.

Poniżej recenzja @elzbieta Lubimy Czytać, żeby było wiadomo o co chodzi

Narrator wstąpił jako ochotnik do SS i walczył w tej formacji praktycznie do końca wojny. Nie wiem doprawdy, co robił przed tym zanim armie niemieckie zostały zmuszone do powolnego, lecz nieuchronnego odwrotu, ale jakoś dziwnym trafem zupełnie umknęły jego uwadze wojenne zbrodnie owej wielbionej i czczonej niemalże z nabożną świętością organizacji.Relacja, jaką otrzymujemy jest tak subiektywna i pomijająca faktyczny stan rzeczy, że nie ma co udawać, kilka razy zdarzało mi się w trakcie czytania odkładać książkę z autentycznym niesmakiem, niekiedy oburzeniem. Nasz wojak w narodach germańskich widzi wyższą cywilizację i starcie z Armią Czerwoną bez pardonu nazywa stawianiem oporu barbarzyńskim hordom ze stepów Azji. Bohaterstwo i heroiczne wyczyny dostrzega tylko po stronie esesmanów, cała reszta walczących w tej wojnie, łącznie z żołnierzami Wermachtu, to zdemoralizowane typki bez woli walki. No, ewentualnie bezimienna tłuszcza o mongolskich rysach (wedle narratora, to typowy czerwonoarmista).
I tak: III Rzesza była krajem miłującym pokój, który został stworzony i rozwijał się dzięki rzadkiej harmonii pomiędzy wszystkimi zamieszkującymi go grupami narodowościowymi (sic!), okupację terenów wschodnich (w tym także Polski) nazywa niesieniem cywilizacji (już nawet nie wyższej, tylko w ogóle jakiejkolwiek!), a wywożenie ludzi na roboty do Niemiec to wyrwanie tych nędznych egzystencji z ich plugawych, śmierdzących, zawszonych i zapchlonych chat z błota (z cytatu o tym, jak to dopiero w Niemczech zaznali zbawiennych zalet stosowania podstawowych zasad higieny, po raz pierwszy otrzymali doskonale zorganizowane stanowiska pracy, czyste kombinezony i prawdziwą bieliznę, do tego byli należycie karmieni i dobrze traktowani można by swobodnie wyciągnąć wniosek, że ani chybi wszyscy ci pracownicy przymusowi powinni do tego luksusu jeszcze dopłacać!). Nasz błyskotliwy narrator nie wspomina wprawdzie o obozach koncentracyjnych, ale myślę sobie, że może to nawet lepiej. Idąc jego tropem myślenia, zapewne dowiedzielibyśmy się, że były to sanatoria z seriami zabiegów leczniczych….

Nie brak również głosów współczucia dla cierpiącej ludności cywilnej (rzecz jasna tylko miast niemieckich, bo reszta się nie liczy) uciekającej przed bolszewikami lub żyjącymi dekadami (sic!) w ruinach np. Berlina. Mamy też głosy oburzenia w komentarzach odnośnie krzywd, jakich doznali Niemcy w trakcie zawieruchy wojennej i listę nieszczęść, jakie stały się ich udziałem. A taka drobnostka, że to sami Niemcy wywołali tę gigantyczną awanturę nawet przez moment nie zaprząta jego umysłu….

Biorąc to wszystko pod uwagę, nawet nie dziwi za bardzo, że zupełnie mylnie nasz odważny wojak za „wynalazcę” nalotów dywanowych podaje oficera brytyjskiego „Bombowego” Harrisa, w czasie kiedy to właśnie sami Niemcy wpadli na taki doskonały pomysł i zastosowali go w trakcie wojny domowej w Hiszpanii, a potem w roku 1939 w bombardowaniach Warszawy, czy Wielunia. O nalotach Luftwaffe na Rotterdam (już po kapitulacji armii holenderskiej), czy Londyn nie wspominając. Jedyna zasługa brytyjskiego marszałka, to zaadoptowanie tej metody na potrzeby RAF-u.

Osobiście zaskoczona byłam tym, że nasz narrator swoją opowieść toczy kilka lat po wojnie więc teoretycznie będąc nawet najbardziej twardogłowym i wiedzoodpornym osobnikiem powinien otrzymać pośrednio lub bezpośrednio ciut prawdziwych faktów o dokonaniach swoich germańskich kumpli z SS na terenach okupowanych (czy też posługując się jego nomenklaturą: „cywilizowanych”), tymczasem okazuje się, że nic podobnego. I jak tu nie wierzyć psychologom, twierdzącym, że z potoku informacji człowiek wybiera tylko te, które pomagają utwierdzić go we wcześniejszych przekonaniach?

#drugawojnaswiatowa #historia #faszyzm #ksiazki #ciekawostkihistoryczne #szwecja

Dzięki inicjatywie ocalałej z…

Dzięki inicjatywie ocalałej z Holokaustu wspaniałej, radosnej osobie – częstochowiance Irenie Talmon – w Ramat Gan ( pol. „wzgórza ogrodów”), mieście położonym w dystrykcie Tel Awiw – jedna z ulic będzie nosić nazwę -Ireny Sendlerowej. Tuż obok tej ulicy znajduje się szkoła im. Janusza Korczaka.
It’s one of those happy days. :))))

O samej Irenie Talmon powstał film dokumentalny, który wyreżyserowała jej córka- Maya Talmon.

Więcej o filmie tutaj:
https://dzieje.pl/filmy/festiwal-filmow-moja-mala-ojczyzna-w-czestochowie

fot:
Katarzyna Rybka-Iwańska

#historia #holokaust #zydzi #czestochowa #izrael #pamiec #iiwojnaswiatowa #ciekawostki

Taka pomijana w polskich…

Taka pomijana w polskich mediach informacja:
„Газпром” начал заполнение первой нитки „Северного потока 2”
//
#energetyka #pieniadze #historia #pdk #rosja #geopolityka #bekazpisu #ekonomia #gospodarka

Złote popiersie rzymskiego…

Złote popiersie rzymskiego cesarza Licyniusza

Złote popiersie rzymskiego cesarza Licyniusza (panował w latach 308-324 n.e.). Obiekt datowany na III-IV wiek n.e.

Złote popiersie rzymskiego cesarza Licyniusza

#archeologia #imperiumromanum #historia #gruparatowaniapoziomu #ciekawostkihistoryczne #rzym #ciekawostki #venividivici

————————————————————————————–
Podobają Ci się treści? Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!

Dotacje

30 października 1938:…

30 października 1938:

Panie i panowie, przerywamy nasz program muzyki tanecznej, by podać państwu komunikat specjalny International Radio News. Dwadzieścia minut po ósmej wieczorem czasu centralnego profesor Farrell z Obserwatorium w Mount Jennings w Chicago w stanie Illinois poinformował o zaobserwowaniu szeregu eksplozji świecącego gazu, zachodzących w regularnych odstępach czasu na planecie Mars.

Radio powróciło do muzyki, którą ponownie przerwano; reporter nazwiskiem Carl Phillips prowadził wywiad z astronomem z Princeton University. Po kolejnej przerwie głos ponownie zabrał wstrząśnięty Phillips:

Panie i panowie, mówi ponownie Carl Phillips, z farmy Wilmuth w Grovers Mill w stanie New Jersey (…). Nie wiem, od czego zacząć, by unaocznić państwu rozgrywającą się przed mymi oczami scenę, przypominającą współczesną baśń z 1001 nocy (…). To chyba (…) nie wygląda bardzo na meteoryt.

Suspens i napięcie przeszły w panikę. Stacja porzuciła swój program muzyczny, by donosić z zapartym tchem o inwazji z Marsa i chaosie na ulicach, gdy Amerykanie usiłowali się ratować. Amerykański sekretarz spraw wewnętrznych przemówił do obywateli kraju, że ich opór umożliwi „zachowanie panowania rasy ludzkiej na tej ziemi”. Obcy mieli ambicje planetarne: „Ich celem jest najwyraźniej zmiażdżenie oporu, sparaliżowanie łączności i zdezorganizowanie społeczeństwa ludzkiego”.

Kontrolę nad radiem przejęło wojsko. Amerykańskie miasta, w tym Nowy Jork, spalono do gołej ziemi. To może być ostatnia audycja, oznajmił zdesperowany głos. „Zostajemy tu do końca…”.

Jego głos cichnie, a do słuchaczy dociera odgłos upadającego ciała. Potem z głośników dobiegł już tylko głos przypominający krótkofalowca:

2X2L wzywa CQ (…) Nowy Jork.

Czy ktoś mnie słyszy?

Dopiero wtedy-ale, wedle relacji prasowych z następnego dnia, do tego czasu mieszkańcy kraju wpadli w panikę, dzwonili na policję, odwiedzili swych księży, by się wyspowiadać na wypadek śmierci, i wybiegli z krzykiem ze swych domów – rozległ się głos spikera, informujący słuchaczy, że oto mają za sobą oryginalną interpretację Wojny światów.

#ciekawostki #historia #usa #wells #wellles #czytajzwykopem

Jeden z lepszych reportaży na…

Jeden z lepszych reportaży na temat zbrodni w Jedwabnem, napisany nie ręką dziennikarza, ale scalony z wypowiedzi wielu mieszkańców Jedwabnego, których przesłuchiwano. MOCNE!

Nic lepszego dziś (i jutro) nie przeczytacie!

1. CHWILA ODDECHU (PRZED WSZYSTKIM)

** Przed wojną Jedwabne miało trzy tysiące ludności, z czego prawie połowę stanowili Żydzi. (Jan Kiełczewski, mieszk. Jedwabnego, rolnik, słuchany w prokuraturze w 1967)

** W Jedwabnym w tym czasie żyło do 900 osób narodowości żydowskiej. (Świadek S.B., ur. W 1928 w pow. Łomża, słuch. w prok. IPN w 2000)

** Ludność Jedwabnego liczyła około dwa tysiące osób, z czego 60 albo 70 procent było Żydów. (Czesław Strzelczyk, mieszk. Jedwabnego, rolnik, słuch. w prok. w 1967)

** W Jedwabnem do wybuchu wojny było 1600 Żydów, z których uratowało się tylko siedmioro przechowanych przez Polkę Wyrzykowską niedaleko miasteczka. (Szmul Wasersztejn w relacji złożonej przed Wojewódzką Żydowską Komisją Historyczną w Białymstoku 5 kwietnia 1945)

** [Siedem] osób narodowości żydowskiej wskazał Wasersztajn (…), otóż w rzeczywistości ocalało więcej Żydów z Jedwabnego, m.in. Mendel Sztajn i jego córeczka (…). Potem widziałem Sztajna przez siatkę ogradzającą getto w Łomży. Dałem mu wtedy chleb. (Świadek A.S., mieszk. Warszawy, ur. w 1923, pow. Łomża, adwokat, słuch. w prok. IPN w 2001)

** 11 lipca 1941 Niemcy utworzyli w Jedwabnem getto, [gdzie] zgromadzono jeszcze 100 ocalałych Żydów. (Ks. Edward Orłowski, proboszcz parafii w Jedwabnem, słuch. w prok. IPN w 2001)

** Jedwabne zamieszkiwały przed wojną trzy kategorie ludzi. Ludność pochodzenia żydowskiego, obywatele polscy, czyli osoby posiadające majątek, i [po trzecie] osoby, które służyły Żydom i polskim obywatelom (…). Rodzice mówili o tych, że „palili w piecach u Żydów”. (Świadek Ł.P., mieszk. i ur. w Jedwabnem, stomatolog, wykszt. wyższe, słuch. w prok. IPN w 2000)

[Według wydanego w 1937 „Przewodnika po województwie białostockim” w Jedwabnem mieszkało 2500 osób, w tym 40 proc. Żydów., według dokumentów NKWD w 1940 w Jedwabnem mieszkało 562 Żydów. Po 21 czerwca 1940 z pogranicza Prus Wschodnich, m.in. z Ostrołęki, przybyło do miasteczka wielu kolejnych.

Od 26 września 1939 Jedwabne znajdowało się pod okupacją sowiecką. Od czerwca 1941 – pod niemiecką. 29 czerwca szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy Reinhard Heydrich wydał dyrektywę o prowadzeniu wojny na terenie ZSRR, a w niej nakaz inspirowania pogromów antyżydowskich z udziałem miejscowej ludności. W tym dniu w Jedwabnem i okolicznych miejscowościach trwały już samosądy na Żydach i sowieckich kolaborantach].

Jeszcze tu do was przyjedziemy

** (…) nienawiść między Polakami a Żydami w Jedwabnem była (…) od śmierci Piłsudskiego (…). Narodowcy nie wpuszczali ludzi do sklepów żydowskich, oblewali też naftą produkty żywnościowe w sklepach żydowskich (…), przewracali żydowskie stragany w trakcie jarmarków, [które] odbywały się w środę. (Świadek T.B., mieszk. Łomży, ur. w 1924 w Jedwabnem, emeryt, wykszt. średnie, słuch. w prok. IPN w 2002)

** (…) tu wtedy narodowcy byli, taka organizacja (…). „Nie kupuj u Żyda, tylko u Polaka” (…), który szedł do Żyda kupować Polak, to już chodzili, zara[z] mu szyby wybili, temu Polakowi, czy mu podstawili nogę. (Wywiad Marka Wałkuskiego z mieszkańcem Jedwabnego Józefem Klejną, stenogram w aktach IPN)

** Sowieci weszli, [a wtedy] wzdłuż ulicy Żydzi wywiesili czerwony transparent (…): „Witamy serdecznie wyzwolicieli z okupacji hitlerowskiej i opresji oraz okrucieństw”. To było napisane po polsku. (…) Transparent wieszali czterej młodzi Żydzi. (…) Na ulicy stał stół z chlebem i solą. Pod stołem butelki z bimbrem. To nie była wódka monopolowa. Rosjan witały rodziny Kupieckich i Krystowczyków oraz Żydzi. (Świadek T.L., ur. w 1928 w gm. Wizna, emeryt, wykszt. zawodowe, słuch. w prok. IPN w 2001)

** Jestem córką Bronisława Śleszyńskiego, w którego stodole spalono Żydów. Ja zgłosiłam się do prokuratury, bo chciałam sprostować kłamstwa. (…) Kiedy Sowieci napadli (…), witali ich Kazimierz Krystowczyk z żoną Bolesławą oraz Żyd Socher Lewinowicz z żoną. [Potem] utworzono kooperatywę. Mieściła się ona w domu Mariana Karolaka, [który] przed wojną siedział w więzieniu za jakieś defraudacje.

(…) do wojny w Jedwabnem żyło się zgodnie z Żydami, niesnaski zaczęły się za Sowietów (…), usunęli proboszcza z plebanii, zaraz zakwaterowały się tam dwie Żydówki (…), mieszkały na piętrze, na parterze urządzano zabawy (…). Bawili się tam tylko Żydzi i Sowieci (…), Polacy nie chodzili.

Naszą rodzinę ominęły wywózki (…), mogli za nami trzymać komuniści Żydzi Lewinowicze, [którzy] byli naszymi sąsiadami [i] bardzo dobrze z nimi żyliśmy. (Świadek J[anina] B[iedrzycka], mieszk. Jedwabnego, emerytka, wykszt. podstawowe, słuchana w prok. IPN w 2001)

** [Kwaterujący u nas w domu funkcjonariusz NKWD] Wania Cipienkow powiedział, że następnego dnia w jednym ze sklepów będzie dostawa cukierków. Ponieważ nie było cukru (…), zaraz ustawiła się kolejka, w której stali Polacy. Za niedługi czas zaczęli pojawiać się Żydzi (…), żądali, aby Polacy ustąpili im pierwszeństwa, [bo] skończyły się czasy, kiedy Polacy rządzili (…), teraz są czasy rządów żydowskich. Co zapamiętałem, to iż ze strony Żydów padały groźby: „Będziemy wam teraz ścinali głowy na żywo i na stojąco, a waszymi głowami będziemy brukowali ulice”. Innych incydentów między Żydami a Polakami nie widziałem. (Świadek T.L.)

** [Jedwabieńscy] Żydzi bardzo się cieszyli z (…) Armii Radzieckiej (…), napisali list do Stalina, aby ten przyszedł i przygarnął ich, jak ojciec (…). Rosjanie otworzyli sklepy, kooperatywy, były tam landrynki. Pewnego razu mama wysłała tam mojego brata (…), wrócił ze zmiażdżonym uchem i powiedział, że zrobił mu to Żyd Całko[a], zmiażdżył mu ucho butem. (Świadek K.K., mieszk. USA, ur. w 1931 w Jedwabnem, emerytowana nauczycielka, słuchana przez konsula w NY w 2002)

** (…) na zlecenie NKWD Żydzi (…) założyli niby-organizację podziemną, do której werbowano Polaków. Listy członków przekazywano NKWD. Zapisujący się sukcesywnie byli wyłapywani. Między innymi mój szwagier A.M. zapisał się do tej organizacji. Dlatego wraz z moją siostrą i córką Janiną zostali wywiezieni na Sybir. (Świadek J.R., mieszk. Warszawy, ur. w 1930 w pow. Łomża, wykszt. zawodowe, słuch. w prok. IPN w 2000)

** (…) na kolonii Grabnik koło Jedwabnego w nocy do domu mojego szwagra (…) przyszedł Żyd z kilkoma bojcami, czyli żołnierzami sowieckimi [i] aresztowali szwagra. [Moja] siostra Zofia i stryjenka Marianna ukrywały się dlatego, że były na liście osób przeznaczonych na Syberię. Ostrzegli ich jacyś znajomi Żydzi. (Świadek H.C., mieszk. Warszawy, ur. w 1928 w Kajetanowie k. Jedwabnego, emerytka, wykszt. wyższe, słuchana w prok. IPN w 2002)

** (…) na każdej furmance, którą wywozili ludzi siedział Żyd z karabinem i pilnował (…), NKWD-ziści siedzieli tylko na niektórych furmankach. (Ks. Edward Orłowski)

** Jak Ruskie przyszli, to zaczęli wywozić ludzi. (…) Kiedyś ojciec po przyjściu do domu powiedział matce, że jego kolega ze młyna Czesiek Kupiecki podał ojca do wywózki. Ojciec powiedział, że Żydzi go wybronili. (Świadek H.P., mieszk. Jedwabnego, ur. tamże w 1928, emerytka, wykszt. podstawowe, słuchana w prok. IPN w 2002)

** (…) za Sowietów [jedwabieński] Żyd był u nas w domu i mówił do ojca: „Franuś, zobaczysz, że w kościele zrobimy w nawach ubikacje, na środku kino, a organy będą grać przed seansami” (…), w dniu wkroczenia Niemców ten Żyd utopił się w swojej wolno stojącej ubikacji. (Świadek T.L.)

** Po obserwacji mych zapatrywań NKWD w Jedwabnem pozwało mię do wspólnej pracy w likwidowaniu zła antyradzieckiego. Wtenczas nawiązałem kontakt z NKWD w Jedwabnem, pseudonimu piśmiennie nie podaję. (Zygmunt Laudański, mieszk. pow. Pisz, ekspedient, pięć klas powszechnej, z więzienia do władz PRL)

** [W 1940 r.] do Jedwabnego przyjechały dwa osobowe, czarne samochody z jakąś starszyzną niemiecką (…) oszacować majątki pozostawione przez [jedwabieńskich] Niemców (…), wówczas zeszła się gromada Żydów i zaczęli obrzucać pośniegowym błotem samochody (…), obrzucali obelgami. Żydzi nie lubili Niemców, wiedzieli, że oni ich niszczą. (Zygmunt Laudański słuch. w prok. IPN w 2000)

** Po dogoworze sowiecko-niemieckim przyjechało dwóch umundurowanych Niemców. Oni przyjechali w takiej mniejszej ciężarówce [i] do tej ciężarówki wyskoczyło sporo takich młodych Żydziaków, po około 16-17 lat. Oni zaczęli w tą ciężarówkę rzucać kamieniami, a kijami bili w plandekę. Samochód zatrzymał się, a jeden z Niemców (…), powiedział po polsku: „Jeszcze tu do was przyjedziemy”. (Świadek J.B.)

Ze strachu na samo słowo „Hitler”

** (…) uciekali Ruscy, aż się zatykało. (…) Niemcy przyjechali w niedzielę (…), wyszli do nich kobiety i dzieci z kwiatami. Tak, prawdę powiedziawszy wyszli z kwiatami do Niemców. Oni przynieśli chwilę oddechu po tych Ruskich, co wywozili naród. (Świadek F.K., mieszk. Jedwabnego, ur. w 1929, emeryt, wykszt. niepełne podstawowe, słuch. w prok. IPN w 2001)

** (…) po wkroczeniu Niemców zaobserwowałem wśród ludności żydowskiej takie uczucie lęku. Żydówki biadoliły na ulicach miedzy sobą (…), Polacy odczuli taką jakby ulgę z powodu przyjścia Niemców i ucieczki bolszewików. [Wcześniej] wielu Żydów współpracowało z najeźdźcami. Liczni Żydzi pomagali Rosjanom w prześladowaniu Polaków (…). Chodzili z czerwonymi opaskami i karabinami. Przy czym chodziło tu o stosunkowo młodych (…), starsi Żydowie zachowywali się z rezerwą. Nawet pamiętam, że po aresztowaniu mego ojca [przez Sowietów] starsi sąsiedzi żydowscy oferowali matce pomoc. (Świadek S.B.)

** Do tragicznego dnia (…) nie było żadnych ataków na Żydów w Jedwabnem. Słyszałam tylko, że faktycznie jedna Żydówka utopiła się sama w sadzawce (…) ze strachu przed Niemcami, na słowo „Hitler”. (Świadek J.K., mieszk. Jedwabnego, emerytka, trzy klasy gimnazjum kupieckiego, słuchana w prok. IPN w 2000)

** (…) odrębną sprawą była zbrodnia (…) 10 lipca 1941 r., a inną – zbrodnia linczu na kolaborantach sowieckich. Ten lincz miał miejsce w czerwcu 1941 (…), Żyd Katz – rymarz za okupacji sowieckiej pod drzwiami kościoła publicznie zrobił kupę, [więc po wejściu Niemców] zlinczował go tłum, a ciało wrzucono do wychodka. (Kazimierz Laudański, mieszk. Pisza, ur. w 1917 w Moskwie, emeryt, wykszt. średnie bez matury, słuch. w prok. IPN w 2001)

** Już 25 [czerwca] przystąpili swojscy bandyci, z polskiej ludności, do pogromu Żydów. Dwóch z tych bandytów (…), chodząc po Żydowskich mieszkaniach, grali na harmonii i klarnecie, aby zagłuszyć krzyki żydowskich kobiet i dzieci. Ja własnymi oczami widziałem, jak niżej wymienieni mordercy (…) Jakuba Kaca ukamienowali cegłami, a Krawieckiego zakłuli nożami, później wydłubali mu oczy i obcięli język. (Szmul Wasersztejn, którego relacja posłużyła za kanwę książki „Sąsiedzi”)

** Co do książki Grossa, to najbardziej mnie zabolało, że pisze nieprawdę o tym wydłubywaniu oczu, obcinaniu języków (…), że grano w piłkę nożną obciętymi głowami i przygrywano przy tym na klarnetach. Co to klarnet, nikt wtedy nie wiedział w Jedwabnem. Była tam ochotnicza straż pożarna, ale bez orkiestry. (Świadek L.B., ur. w 1930 w Jedwabnem, rencistka II grupy, wykszt. średnie, słuchana w prok. IPN w 2001, autorka artykułu „Nie pozwolę oczerniać Jedwabnego” w „Naszym Dzienniku”)

** (…) utworzył się zarząd miejski i na czele tego zarządu stanął burmistrz Karolak Marian, a Sobuta [Józef] został wiceburmistrzem. W końcu czerwca Karolak i Sobuta poprosili żandarmerię niemiecką i gestapo, aby pozwolono ludności miejscowej rozprawić się z Żydami. (Stanisław Danowski, mieszk. Jedwabnego, robotnik, trzy klasy gimnazjum, słuch. w prok. w 1953)

** (…) na kilka dni przed egzekucją w magistracie m. Jedwabne odbyła się narada, na której byli obecni żandarmi i zarząd magistratu (…), uchwalili, aby wszystkich Żydów m. Jedwabne wymordować. Nawet Niemcy chcieli, aby fachowców pozostawić, lecz Śleszyński Bronisław (obecnie nie żyje) powiedział, że nie trzeba zostawiać, bo są fachowcy Polacy. (Józef Grądowski, mieszk. Jedwabnego, stolarz, wychrzczony Żyd, słuch. przez UB w 1953)

** Niemcy chcieli kupić stodołę. Na pewno chodziło o zakup, nie o przekazanie. (Świadek Ł.P.)

** (…) kilka dni przedtem niemieccy żandarmi (…) mówili, że dla Żydów w Jedwabnem wybrano stodołę (…), polecili burmistrzowi usunąć z tej stodoły wszystkie rzeczy (…). Za rozniesienie [tej wiadomości] groziła śmierć. Ojciec mimo tego rozmawiał z Żydem Kuropatwą i proponował jego rodzinie ukrycie się tymczasowo u nas. On jednak odmówił, powiedział, że pójdzie za swoim rabinem. (Świadek T.L.)

** (…) wieczoru 9 lipca przyszła na nasze podwórze koleżanka mojej kuzynki Dworki Pecynowicz, Polka, Zalewska (…), i powiedziała jej: „Jutro pozabijają was wszystkich” i poszła. (…) zwołana została narada rodzinna, na której obecni byli: ja w imieniu mojej rodziny (…), ponieważ rodzice pojechali do Wizny (…) ściągnąć długi od znajomych Polaków i mieli wrócić w czwartek nad ranem i [dwójka] przedstawicieli rodziny Pecynowiczów. Ja wyraziłem zdanie, że ponieważ zabiorą nas do pracy, co było pretekstem, jaki zazwyczaj słyszało się w Wiźnie, po czym nas mordowano, proponuję, żeby cała młodzież i mężczyźni uciekli w pole.

[Masakra Żydów z Wizny i rabunek ich majątków nastąpiły między 23 a 30 czerwca].

(…) Powiedziałem, żeby kobiety nie szły z nami, bo dotychczas nie robili krzywdy kobietom. Udało mi się przekonać jeszcze trzy osoby (…), wszyscy byli młodzi, poniżej 20 lat, żeby uciekli ze mną w pole. Inni, jak Eliahu Pecynowicz twierdzili (…), że biskup wydał polecenie, aby chronić Żydów (…), tego wieczora był z delegacją przedstawicieli miasta Jedwabne u tegoż biskupa w Łomży (…). Żydzi przynieśli cenne przedmioty takie, jak judaica, biżuterię, świeczniki i przekazali je biskupowi i dostali za nie pieniądze na zapłacenie kontrybucji, jaką Niemcy nałożyli (…), uzyskali przy tej okazji zapewnienie, że Żydom nie stanie się krzywda. (Awigdor Kochaw, mieszk. Izraela, słuchany przez tamt. policję w Yehud w 2002)

** (…) w przeddzień spalenia Żydów ojciec wrócił ze młyna i powiedział do matki, że jutro mają Żydów palić (…). Tego dnia widziałam, jak w bożnicy żydowskiej (…) bili Żydów i niszczyli różne rzeczy. Robili to Polacy, nie tylko z Jedwabnego, [ale i] z okolic. (Świadek H.P.)

** Żydzi (…) proponowali, że może by się zastosowało jakieś przekupstwo wobec Niemców (…), jakieś kosztowności i złoto za ocalenie. Myśleli, żeby to zrobić przez księdza Kęblińskiego. Ksiądz nawet o tym wspomniał (…) żandarmowi. Ten jednak powiedział, [że] przyszedł rozkaz z góry i Żydzi muszą być zniszczeni (Ks. Edward Orłowski)

2. DZIEŃ ZAPISANY W KSIĘGACH (RANEK)

** (…) ja z samego rana dowiedziałem się od Niemców, którzy nadzorowali w piekarni, że dziś będą zabijać Żydów. Wówczas powiedziałem Żydom, którzy byli w piekarni, tj. Grądowskiemu Józefowi i Bursztyjnowi, aby ci schowali się, co też oni i uczynili. (Edward Śleszyński, mieszk. Jedwabnego, piekarz, trzy klasy powszechnej, słuch. przez UB w 1949)

** (…) zamiatałem ulicę i w tym czasie [nad ranem] przechodził Karolak i z takim zadowoleniem powiedział do mnie, że dzisiaj Niemcy albo spalą, albo wystrzelają Żydów. (…) Po tej wypowiedzi burmistrz poszedł w kierunku piwiarni. Po skończeniu zamiatania również i ja [tam] poszedłem, żeby powiedzieć jednemu z pracowników – Józefowi Pajce, (…) żebyśmy pojechali po piwo do Drozdowa, to przez to unikniemy przyglądania się mordowaniu Żydów. (Czesław Strzelczyk)

** (…) pędziłem krowę na pastwisko miejskie za Jedwabnem. Było to około czwartej rano. Przy ulicy był stawek. Przy jego rogu siedziały dwie młode Żydówki. Miały one dwoje malutkich dzieci na rękach. Było już jasno. Jak zobaczyłem te dwie zapłakane (…), zauważyłem, iż od strony Łomży nadjeżdżają samochody. Pierwszy był odkryty łazik, w nim siedziało pięć osób. Zapamiętałem kolory ich mundurów (…). Za tym łazikiem jechało osiem samochodów ciężarowych z plandekami. Jestem tego pewny, bo je liczyłem [i] zobaczyłem od tyłu, że pod plandekami są umundurowani mężczyźni z karabinami (…), zapytałem [Żydówki], co tutaj robią. One nie odpowiedziały, płakały. Nagle rzuciły swoje dzieci do wody (…). Moment po nich do wody wskoczyły obie. Jedna głową w wodę i zaraz poszła na dno. Druga skoczyła na nogi i przewróciła się na wznak [twarzą] do góry. Ja, jak to zobaczyłem, to krzyknąłem: „co ty robisz?”. Ona jakby coś odpowiedziała pod nosem (…) i poszła pod wodę. (Świadek T.L.)

** Mężowie tych dwóch Żydówek uciekli z Sowietami. One skoczyły do stawu z dziećmi (…) ludzie chcieli ratować Żydówki, ale był tam jakiś Niemiec, który tego zabronił. (Świadek J.B.)

**(…) siostra mojej mamy (…) opowiadała, że ktoś kazał się utopić trzem Żydówkom i trzem malutkim dzieciom żydowskim w stawie przy pałacu dworskim. [One] tych, co się kazali topić, znały, bo ciotka mówiła, że utopiły dzieci, a same się nie mogły utopić. Krzyczały do tych, co im kazali się topić, żeby im pomogli w tym utopieniu. (Świadek H.P.)

…aby pobrali drągów i spędzili Żydów

** O świcie w kierunku miasteczka zaczęły jechać wozy (…), zastanawialiśmy się, co oznaczają, przecież dzień targowy był wczoraj, a dziś jest czwartek i nie ma powodu (…). Wozy zajechały na rynek, usłyszeliśmy tłuczenie szyb w oknach (…). Wtedy postanowiłem zostawić moich kuzynów [w zbożu], gdzie byliśmy, i spróbować wyjść naprzeciw moim rodzicom, którzy akurat mieli nadejść polami z Wizny (…), wyszedłem na łąkę i zobaczyłem w niedalekiej odległości grupę chłopców polskich, [którzy mnie] złapali i zaczęli morderczo bić i chcieli zabrać do miasteczka. (Awigdor Kochaw)

** (…) żandarmi zaangażowali mnie do pracy w charakterze kucharki. Przygotowywałam im co dnia osiem obiadów. 10 lipca rankiem komendant posterunku o nieznanym mnie nazwisku (…) powiedział, że mam przygotować 240 obiadów (…), tego dnia przyjechało wielu żandarmów z innych posterunków. Łącznie z miejscowymi było ich chyba 240 osób. Byli to żandarmi z Łomży, z Kolna i chyba ze Stawisk. (Julia Sokołowska, mieszk. gm. Jedwabne, gospodyni domowa, trzy klasy gimnazjum, słuchana przez UB w 1952)

** Zeznanie Sokołowskiej (…) jest mylne lub z namowy winnych, że gotowała obiad dla biorących udział w masowym mordzie 60 gestapowców, bo [była tam] mała kuchnia, naczynia kuchennego takiego nie było, naczynia stołowego tyle nie było – a gdzie stoły? (Karol Bardoń w życiorysie spisanym w więzieniu w Goleniowie w 1952)

** (…) przyjechało taksówką czterech, czy też pięciu gestapowców i zaczęli w magistracie rozmawiać, lecz co oni tam rozmawiali, tego ja nie wiem. Po niejakimś czasie Karolak Marian powiedział do nas, Polaków, żeby zawezwać ob. polskich (…), nakazali nam zaganiać Żydów na rynek pod hasłem do pracy. (Jerzy Laudański, mieszk. powiatu Pisz, magazynier, siedem klas powszechnej, słuch. przez UB w 1949)

** (…) zarząd magistratu wydał [rankiem] polecenie, aby ludziom dać wódki, co też i uczyniono. Po tej biesiadzie burmistrz Karolak (…) oraz cały zarząd, w którego składzie był Sobuta Józef, wydali zarządzenie tym ludziom, aby pobrali drągów i spędzili wszystkich Żydów (…). Kto był z ludzi chętny, a dużo takich się znalazło, chodzili po mieszkaniach żydowskich. (Stanisław Danowski, słuch. w prok. w 1974)

** Do domu weszli Karol Bardon z umundurowanym Niemcem. Bardon wołał: Chłopy na ulicę! (…) Matka, znając Bardona, spytała go, o co chodzi. Bardon odpowiedział, że dzisiaj będzie uroczysty pogrzeb Lenina. Żydzi będą chować Lenina na kirkucie i muszą posprzątać ulice i rynek (…), powiedział, że który Polak nie będzie chciał wyjść pilnować Żydów to „kula w łeb”. (…) Zaraz ja poszłam na rynek. Było tam dużo dzieci. [Żydzi] zamiatali szczotkami bruk i wyrywali chwasty (…), było bardzo gorąco (…). Na chodnikach dookoła chodzili umundurowani Niemcy i jacyś cywile, których nie znałam (…), mieli w rękach takie pejcze czarne z cieńszymi końcami. (…) Widziałam, jak jakiś Niemiec umundurowany chodził po rynku z tubą. Mówił przez nią po polsku: „Nie wolno wchodzić do żydowskich mieszkań, bo za wejście grozi kara śmierci”. (Świadek L.B.)

Cienki kij, którego podniosłem po drodze

** (…) przychodzili do domów żydowskich nieznani mi mężczyźni ubrani po cywilnemu i w maskach, którzy mówili do nas po polsku i kazali nam, to jest Żydom, stawić się na rynek. Gdy stawiliśmy się na rynku, to wszystkich mężczyzn oddzielono od kobiet i dzieci. (Józef Grądowski, słuch. przez sąd w Łomży w 1967)

** (…) w szkole [powszechnej] w Jedwabnem zaprzyjaźniłam się z dziewczyną żydowską o imieniu Fela. To była córka chazana, czyli rzezaka (…), była ładną dziewczyną o długich, kasztanowych, pięknych włosach. W dniu zagłady (…) sąsiad powiadomił moich rodziców, że do Jedwabnego przyjechały samochody ciężarowe z Niemcami [a] wiadomo było, że trzy dni wcześniej spalono Żydów w Radziłowie (…), kiedy dotarłam do domu chazana, to (…) on i Fela niczego nie wiedzieli (…). Ja powiedziałam, że ich ukryję w piwnicy, albo na strychu. Byłam naiwna i sądziłam, że ich ocalę (…), chazan popatrzył na Felę. Ona powiedziała: „Gdzie wszyscy Żydzi, tam i my” i przytuliła się do ojca. (Świadek H.K., zamieszk. w Piszu, ur. w Jedwabnem w 1921, emertyka, wykszt. Studium Nauczycielskie, słuchana w prok. IPN w 2001)

** Rano przyszła do mnie żona (…) i kazała mnie wstać i powiedziała, że się niedobrze robi, gdyż blisko mego domu bili pałkami Żydów. Wtenczas ja wstałem i wyszedłem na dwór z mieszkania, [po czym ujrzałem] czterech trupów żydowskich. (Wincenty Gościcki, mieszk. Jedwabnego, rolnik, trzy klasy powszechnej, słuch. przez UB w 1949)

** W drodze do warsztatu spotkałem dwóch mi nieznanych młodych mężczyzn (…), dalej stał mieszkaniec miasta Jedwabne Wiśniewski, zwany „Kaczuchną”. [On] wskazując na obok leżącego zmasakrowanego zabitego młodego człowieka lat około 21-22, nazwiskiem Lewin, wyznania mojżeszowego, mówił do mnie: „Patrz pan, tego skurwysyna zabiliśmy kamieniami”. (Karol Bardoń w życiorysie)

** (…) w dniu, kiedy spalili Żydów, to do mojego ojca przyszedł chyba sąsiad Masłowski (…) namawiał ojca, żeby iść na rynek i obcinać brody Żydom. Ojciec nie poszedł. (Świadek H.P.)y

** (…) kosiłem siano i do mnie na łąkę przyszedł burmistrz Karolak i powiedział, żeby iść zganiać wszystkich Żydów (…), to było po drodze do młyna, gdzie pracował jeden Żyd. Myśmy weszli i Żyda zastaliśmy przy pracy. Wówczas powiedziałem mu: „chodź, pójdziesz z nami” i Żyd nas posłuchał. Ja poprowadziłem sam tego Żyda na rynek (…), miałem w ręku cienki kij, którego podniosłem idąc po drodze. (Józef Żyluk, mieszk. Jedwabnego, pracownik dorywczy, pięć klas powszechnej, słuch. przez UB w 1949)

** (…) ojciec dostał zawiadomienie od Karolaka, żeby natychmiast stawić się (…) na rynku (…). Mimo że groziła kara, postanowił nie iść (…) i wie pan – nie był potem ukarany. Rodzice zaraz po zawiadomieniu posłali mnie do [sąsiadów] Cynamonów, żebym ich ostrzegł, że coś się może szykować (…), żeby uciekali. Oni mi podziękowali. Powiedzieli, że nie będą uciekać. Powiedzieli, że w ich jakichś księgach żydowskich jest podane, że przyjdzie dzień, kiedy Żydzi będą musieli umrzeć. (Świadek T.B.)

#historia #ciekawostki #polska

#coolstory #historia #takbylo…

#coolstory #historia #takbylo wiele lat temu, będąc biednym studentem statystowalem sobie w filmach i serialach. Płacili byle jak, ale dawali zjeść śniadanie i obiad, a czasem jeszcze sprzedałem jakieś foty na serwis plotkarski, wiec do kupy było fajnie.
Za którymś tam razem przyszło mi zostać ss-manem w „Czasie Honoru”. Ok południa była już bardzo gorąco w tym niemieckim mundurze i poszedłem ochlapać sobie ręce w takiej mini fontannie na rynku Nowego Miasta. W ogródku kawiarnianym metr ode mnie siedziała mocno starsza Pani:
– Ja bardzo przepraszam, ale czy Pan jest z SS?
– Tylko chwilowo i nie na serio droga Pani.
– Od razu Pana poznałam, taki sam jak Pan w 39 zastrzelił mi ojca.
Było to zabawne statystowanie, jak we czterech poszliśmy później na kebab to zatrzymała nas straż miejska, a wycieczki z Niemiec chciały nam płacić za wspolne foty, ale ich goniliśmy 🙂

Tworzę osobny wpis, bo…

Tworzę osobny wpis, bo odpowiedzi zapewne się nie doczekam.

@grubson234567:

Cieszę się że w końcu uznajesz te ruchy za prawicowe, mimo „lewackiego” podejścia do gospodarki, które zakładały np. nacjonalizacje w interesie narodu, a nie posiadaczy, określanych mianem pewnej grupy narodowo-religijnej na punkcie której endecy, naziści, faszyści i wszyscy inni nacjonaliści mają do dnia dzisiejszego. Ale czy to przypadkiem nie przeczy punktowi 1, który tak broniłeś duplikatami argumentu? xD

6) Źródła naukowe:

Zwalczając socjalistów narodowi demokraci zyskali szerokie poparcie wśród klas średnich. Program gospodarczy Narodowej Demokracji miał charakter narodowo-liberalny: dążył do budowy polskiego narodowego kapitalizmu, bronił własności prywatnej i wolnego rynku, ale dopuszczał interwencję państwa w obronie interesu narodowego[50].

Endecja była ruchem nacjonalistycznym, jakich było sporo w tym okresie, ale przyrównywanie ich do Nazistów jest bardzo krzywdzące. Przede wszystkim bierz pod uwagę, że w tamtych czasach Polska dopiero odzyskiwała swoją niepodległość, więc ruchy Nacjonalistyczne były czymś zupełnie naturalnym, w przeciwieństwie do Niemiec. Nacjonalizm Polski zakładał walkę o niepodległość i odbudowę kraju przez Polaków, a Nacjonalizm Niemiecki był szowinistyczny i imperialny. Pała z historii, kolego.

@grubson234567:

Marszałek Piłsudski miał korzenie w Lewicy i PPS-ie. Jednakże bliżej zamachu majowego i końca jego życia sanacja zdecydowanie skręcała w prawo. Wierzyli w Elitaryzm dla odbudowy (a raczej „uzdrowienia” wg ideologii) narodu, tworzenie hierarchii silnie scentralizowanego państwa, które uznajesz za cechę prawicowa można tutaj odfajkować

7) To poproszę teraz o dowody i argumenty stojące za tym, że sanacja skręciła w prawo. Bo „prawda, ale połowicznie” to chyba najczęściej używane przez Ciebie słowa w twoim komentarzu. Natomiast w ogóle nie potrafisz podeprzeć się przykładami, co ja zrobiłem przy każdym podpunkcie. Scentralizowane Państwo jak się ma konkretnie do Prawicowych postulatów? Rozumiem, że silna władza Państwowa dla Ciebie z automatu jest prawicą? XD

@grubson234567:

Ot sam wymieniłeś endencję jako prawicę, która gospodarczo nigdy nie była za wolnym rynkiem. Endecy zdecydowanie nie byli pro rynkowi Daleko nie szukając, konfederacja i jej skrzydło narodowe też nie są fanami wolnego rynku, w przeciewieństwie do korwinistów

8) Endecja miała swój odłam wolnorynkowy, natomiast sama była podzielona głównie przez to, że Polska dopiero odzyskała swoją niepodległość i bali się po prostu zdominowania polskiej gospodarki i obcych wpływów. Natomiast Endecy celowali głównie w klasę średnią i mieszczaństwo, byli zdecydowanie pro rynkowi, przeczytaj sobie źródła

Ewa Maj, Związek Ludowo-Narodowy (1919-1928), Lublin 2000, s. 336–339.

Pała z historii, kolego. Zresztą nie tylko z historii.

#4konserwy #neuropa #gospodarka #historia #konfederacja #bekazlewactwa